Bieszczadzcy Mocarze - Rok 2019 - Agata i Mateusz Matysiak

Uwaga Niedźwiedź!

Z roku na rok przybywa turystów w Bieszczadach, a długie letnie dni sprzyjają górskim wędrówkom. I choć upalna i słoneczna pogoda wcale nie jest optymalna, obserwujemy coraz większy tłok na letnich szlakach, ale i niestety również poza nimi. Wszędobylskość łazików zabiegających o bezpośredni kontakt z naturą jest nader często bezmyślna. Taka ingerencja wraz z brakiem przygotowania i wystarczającej świadomości ekologicznej przynosi szkodę płoszonej i przeganianej zwierzynie, w tym zwłaszcza niedźwiedziom, które przez większość swojego życia są prawdziwymi samotnikami nieustannie poszukującymi intymnych schronień przed wszelkimi intruzami i natrętami, w tym zwłaszcza przed ludźmi, a w tych miesiącach również i przed skwarem lata.

Główna aktywność tych zwierząt przypada teraz na spokojniejsze, swobodniejsze i chłodniejsze od dni noce, gdy szlaki robią się puste, a ulga termiczna daje większy komfort żerowania. Letnie noce są jednak zbyt krótkie, by wszystkie, unikające siebie nawzajem niedźwiedzie zdążyły się posilić, stąd część z nich jest już aktywna od wczesnego wieczoru a po nocy, nim zdoła powrócić do możliwie najbardziej mrocznych, spokojnych i niedostępnych dziennych ostoi, pozostaje ruchliwa jeszcze przez cały poranek. W tym czasie wielu z nas jest już na szlakach turystycznej wędrówki i musi być świadoma prawdopodobieństwa nieoczekiwanej konfrontacji z którymś z największych Bieszczadzkich Mocarzy. To właśnie dlatego latem dochodzi do najliczniejszych spotkań, choć w istocie najgroźniejsze mają miejsce na przedwiośniu, po przebudzeniu się wygłodniałych i rozdrażnionych tym faktem brunatnych kudłaczy.

A ponieważ ludzi i niedźwiedzi w Bieszczadach przybywa – siłą rzeczy przybywa ich spotkań. Dla wielu z nas spotkania te nie należą do pożądanych i komfortowych. Inni wprost zabiegają o nie, łażąc ścieżkami tych zwierząt, tropiąc je i nękając w gawrach i ostojach. Dla jednych i drugich spotkania z niedźwiedziem są niewątpliwie źródłem wielkich emocji i mogą stanowić o potencjalnym niebezpieczeństwie. Dlatego od wielu z Was słyszę, że bardzo chcielibyście tych konfrontacji uniknąć. I wcale się temu nie dziwię, skoro w przypadku potencjalnego bezpośredniego starcia z niedźwiedziem nie mamy wielkich szans, a ratunkiem wydaje się wyłącznie łaska niedźwiedzia. W praktyce jednak okazuje się, że kluczowy wpływ na doraźne reakcje drapieżnika może mieć nasze zachowanie się w razie takiego kontaktu.

Chciałbym w tym miejscu jednak podkreślić, by w takich przypadkach zawsze zachować zdrowy rozsądek, ale i spokój, gdy tylko to możliwe, bo choć niedźwiedzia nie należy się panicznie bać, to jednak musimy mieć do niego pełen respekt zawsze utrzymując bezpieczny dystans. Niedźwiedź z racji swojej wielkości, siły, szybkości, ale i humorzastości potrafi być niebezpieczny, ale w żadnym razie nie jest agresywnym „ludożercą”, stosunkowo rzadko poluje na uciekające ofiary, dlatego w żadnym razie nie będzie ganiał po lesie za turystami. Co prawda niedźwiedź potrafi agresywnie zaatakować broniąc się instynktownie przed intruzami, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach, w których poczuje się zagrożony, zwłaszcza, gdy dochodzi do nagłego, nieoczekiwanego i zbyt bliskiego spotkania.

Znamienne stało się już, że przy różnych okazjach, powtarza się niczym mantrę apele zawierające teoretyczne „instrukcje” rodem z Ameryki o konieczności układania się na brzuchu itp., gdy tylko niedźwiedź zbliża się czy postraszy. Tymczasem polska praktyka takich przypadków bywa dokładnie odwrotna. Większość ludzi zaatakowanych w Bieszczadach twierdzi, że uratowało się, bo instynktownie uciekało co sił w nogach drąc się wniebogłosy na całe gardło, czasem jeszcze wymachując rękami, choć wśród oszczędzonych zaatakowanych są też ci nieliczni, których ze strachu „paraliżowało” i ponoć dzięki takiemu znieruchomieniu niedźwiedź w nich nie uderzał i mogli wracać z lasu do domu cali i zdrowi.

Na drugim biegunie znaleźli się jednak ci najbardziej poturbowani przez niedźwiedzie, których często skrajnie niewłaściwe zachowanie wyraźnie rozsierdziło zwierzęta. Wśród nich są głównie zbieracze zrzutów poroży, którzy w okresie przedwiośnia często wchodzą w najskrytsze zarośla, przeczesują ostrężynowe gąszcze, podchodzą do gawr, czy wreszcie ambitni grzybiarze zapuszczający się w gęste "rydzowe" młodniki. Brak rozwagi i wyobraźni powodował, że np. jeden z nich dosłownie skoczył na śpiącego pod zwaloną kłodą w gęstym młodniku niedźwiadka, inny nie rozpoznając celu rzucał – jak się ostatecznie okazało – w drzemiącego pod drzewem pod cienką warstwą śniegu niedźwiedzia śnieżynkami, jeszcze inny szczuł zaskoczonego zwierzaka szczekliwym psem, wreszcie jest wśród nich i ten, który jako jedyny takiej konfrontacji nie przeżył, gdyż próbował odeprzeć atak zadając niedźwiedziowi rany siekierą.

Z własnego doświadczenia powiem Wam, że w bliskim, takim na kilka-kilkanaście metrów, przypadkowym kontakcie zaskoczony niedźwiedź częściej atakuje niż ucieka w przeciwną stronę, częściej jest to jednak atak pozorowany a jeżeli faktyczny to głównie w celu przestrachu intruza i „udrożnienia” sobie drogi bezpiecznej ucieczki, choćby „pod prąd”. Niemniej jednak wtedy schematyczne „instrukcyjne” układanie się na brzuchu wydaje się wątpliwym rozwiązaniem, gdyż w miarę możliwości trzeba się czynnie ratować np. odskakując agresorowi z drogi jego szarży, w gąszcz pełen przeszkód mogących go zniechęcić lub... wdrapując się na drzewo – o ile jest na to czas i dobre drzewo w pobliżu a atakujący niedźwiedź jest np. dużym, ciężkim samcem, który nie łazi po drzewach. Jeszcze raz podkreślam, że czynnikiem sprawczym jest niemal zawsze zaskoczenie, np. odpoczywającego, niczego nie spodziewającego się zwierza. Dlatego wbrew pozorom w lesie jesteśmy dużo bardziej bezpieczni w lesie w... nocy, gdyż niedźwiedzie są wtedy czujne, słyszą nas i czują z daleka, wreszcie mają czas na spokojną ewakuację, aniżeli w dzień, gdy drzemią i nie są tak czujne, bo łatwo wtedy niepostrzeżenie na nie wleźć, zwłaszcza gdy mamy tendencje do zapuszczania się w gąszcz i zarośla.

Dość szczęśliwie dla nas okazuje się, że niedźwiedzie bywają bardzo lękliwe i nadal boją się zwyczajnych „gadżetów” naszego powszechnego użytku, które mamy często pod ręką. Najskuteczniejsze okazują się wszelkie tego typu proste cywilizacyjne „odstraszacze”, których niedźwiedź nie zna. Przykładem niech będzie błysk ostrego, sztucznego światła z latarki (ale snop ciągłego światła już niekoniecznie), głośny foliowy worek poruszany ręką na wietrze, czy długonogi rozłożony statyw do aparatu.

Reakcja niedźwiedzi jest bardzo indywidualna i zróżnicowana i to nawet tych samych osobników w różnych okolicznościach, ale i o różnej porze dnia i roku. One są jak my ludzie, mają swoje osobowości i bardzo różne charaktery, mają dni lepsze i gorsze, a wówczas różne stany emocjonalne. A ponieważ niedźwiedzie są bardzo emocjonalne to miewają różne nastroje. Potrafią np. „gromadzić w sobie złość” (np. gdy są głodne, wybudzone, złupione przez wilki, albo niecierpliwe w trakcie rui), którą muszą potem fizycznie odreagować w otoczeniu, choćby demolując zarośla, czy nawet łamiąc mniejsze drzewa.

Chciałbym jednak wyraźnie podkreślić, że niedźwiedzie są częścią żywej, dzikiej i wcale nierzadko nieprzewidywalnej przyrody, której nie można układać w reguły absolutne. Zwłaszcza takie, które zagwarantują nam bezwzględne bezpieczeństwo i zwolnią ze zdroworozsądkowego myślenia i etycznego postępowania. Mimo, iż uważam, że jedynych słusznych reguł właściwego zachowania i reakcji w przypadku konfrontacji z niedźwiedziem nie da się jednoznacznie ustalić, postanowiłem w tym miejscu, na bazie doświadczeń własnych, jak również moich bieszczadzkich przyjaciół zebrać i uporządkować wszelkie przydatne informacje spisując je w postaci krótkiego praktycznego poradnika z zasadami postępowania w sytuacjach faktycznego zagrożenia – dla tych wszystkich, którzy chcą możliwie bezpiecznie turystycznie wędrować po górach i lasach, ciesząc się z dobrodziejstw natury, mając jednocześnie świadomość, że w znakomitej większości spotkań z tymi wspaniałymi Bieszczadzkimi Mocarzami, jakimi są niedźwiedzie, dochodzi jedynie do krótkiej, acz zawsze bardzo emocjonującej obserwacji płochliwego zwierzęcia, które pospiesznie przed nami ucieka, nie dopuszczając nas do bliższego kontaktu.

Niezapomnianych wakacji na bieszczadzkich szlakach!
Mateusz Matysiak

NIEDŹWIEDZIOWY KODEKS TURYSTYCZNY

5 ŻELAZNYCH ZASAD UNIKANIA NIEDŹWIEDZI

Zasada 1. Trzymaj się uczęszczanego szlaku turystycznego, dróg i ludzkich ścieżek. Niedźwiedzie samoistnie unikają ludzi i z reguły omijają ruchliwe szlaki turystyczne. I choć bardzo chętnie korzystają z naszych dróg, to jednak czynią to niemal wyłącznie w nocy.

Zasada 2. Wędruj po górach i lasach wyłącznie w ciągu dnia, a wędrówkę planuj na dni słoneczne i pogodne.
Główna aktywność większości niedźwiedzi ma miejsce od zachodu słońca, przez całą noc, aż do wschodu, ale nierzadko i przez cały poranek. W dni pochmurne aktywność niedźwiedzi może wydłużać się i mieć miejsce również w ciągu dnia.

Zasada 3. Omijaj wysokie, gęste, mroczne zarośla, unikaj młodników, zwałowisk drzew, wykrotów i wszelkich leśnych zakamarków.
Niedźwiedzie w ciągu dnia odpoczywają w zaciszu zarośli, odsypiają tam noc i mają przez to obniżoną czujność. Potrzebują wówczas spokoju w samotności.

Zasada 4. Bądź widoczny i słyszalny. Staraj się być zawsze jawny, widoczny (w nocy korzystaj z mocnej latarki) i słyszalny (rozmawiaj, podśpiewuj), miej przy sobie włączoną i naładowaną komórkę (w razie konieczności przywołania pomocy), nie ukrywaj się, nie skradaj, nie maskuj. Odpoczywaj z dala od gąszczu, w miejscach, z których masz dostateczny widok na otoczenie.
Niedźwiedzie nie mają dobrego wzroku, słuch za to mają świetny. Znakomita większość niedźwiedzi schodzi nam z drogi, zanim zostanie przez nas zauważona lub zaraz po tym. Stosunkowo często występują jednak sytuacje i następują okoliczności, które zawsze należy traktować jako potencjalnie niebezpieczne i których należy szczególnie unikać.

Zasada 5. Prowiant na wycieczkę pakuj w szczelne woreczki lub pojemniki. Posilaj się w miarę możliwości w okolicach szczytów, przy punktach widokowych, wiatach itp., w których gromadzi się więcej ludzi. Nie zostawiaj na szlaku żadnych odpadków spożywczych, staraj się nie porzucać ich nawet w śmietnikach.
Niedźwiedzie mają znakomity, selektywny węch. Interesujące ich zapachy wyczuwają nawet z parokilometrowych odległości. Są przy tym niepoprawnymi łasuchami, zdolnymi pokonywać największe przeszkody, by dostać się do kusząco pachnących smakołyków.

5 TYPOWYCH SYTUACJI POTENCJALNIE NIEBEZPIECZNYCH Z NIEDŹWIEDZIEM

1) zaskoczenie zwierzęcia z niewielkiej odległości (z uwagi na bardzo różne okoliczności, jest to chyba sytuacja najczęstsza i jednocześnie najtrudniejsza do uniknięcia w przypadku niestosowania się do ww. "5 żelaznych zasad"), m. in. w wyniku podchodzenia do gawr w grubych jodłach w okresie zimowym, włażenie do młodników i w gęste zarośla (np. podczas poszukiwań zrzutów lub grzybów), nękanie w postaci bezpośredniego tropienia zwierzęcia "po gorącym tropie".

2) bliskie spotkanie z niedźwiedzicą z tegorocznymi młodymi, zwłaszcza, gdy znalazły się w rozproszeniu, lub gdy znaleźliśmy się pomiędzy nimi lub nimi a matką; także spotkania z opuszczonymi przez matkę młodymi niedźwiadkami zdobywającymi pierwsze samodzielne doświadczenie.

3) przedwiosenne spotkania z rozdrażnionymi, świeżo wybudzonymi ze snu niedźwiedziami podczas ich poszukiwań pokarmu w ciągu dnia,

4) zbliżanie się/ podchodzenie do łupu/ padliny, która może być strzeżona przez ukrytego, odpoczywającego w pobliżu niedźwiedzia,

5) wszelkie bliskie konfrontacje z niedźwiedziami w obrębie siedzib ludzkich oraz na drogach i przy śmietnikach, ale również spotkania ze zdarzającymi się niepłochliwymi młodymi niedźwiedziami, w tym próby ich karmienia w przypadku spoufalania się osobników żebrzących.

KRÓTKI PORADNIK ZACHOWANIA W PRZYPADKU BEZPOŚREDNIEGO KONTAKTU LUB ATAKU NIEDŹWIEDZIA

1) W przypadku bezpośredniej konfrontacji wzrokowej – zachowaj spokój, nie prowokuj, nie zwracaj na siebie uwagi, unikaj dalszego bezpośredniego kontaktu wzrokowego.

2) W przypadku wyrażanego przez nieuciekające zwierzę niepokoju czy zauważalnego rozdrażnienia, wydawanych przez nie ostrzeżeń (pomruki, sapanie, podrzucanie głową), natychmiast wycofuj się zdecydowanie tą samą drogą, którą przyszedłeś, nie obserwuj wtedy zwierza wprost i w żadnym razie nie próbuj fotografować!

3) W przypadku zwierząt niepłochliwych, spoufalających się lub żebrzących – nie dokarmiaj ich!

4) W przypadku podbiegania niedźwiedzia z większej odległości – szybko ewakuuj się drogą przybycia, głośno krzycząc, podnosząc wysoko ręce i wymachując nimi lub najlepiej tym, co masz w ręku np. rozłożonym statywem fotograficznym czy choćby dużym, białym, szeleszczącym workiem foliowym, który dobrze mieć zawsze w kieszeni. Większość z moich znajomych skutecznie uciekła przed niedźwiedziami, gdyż zwierzęta te najczęściej pozorowały atak w celu przestrachu intruza i najwyraźniej rezygnowały z dłuższej pogoni za uciekającymi, ale zdarzało się również, że skutecznym sposobem na zaniechanie ataku w ostatnim momencie okazywało się całkowite znieruchomienie przerażonego atakowanego;

5) W przypadku faktycznej, a nie pozorowanej szarży staraj się szybko odskoczyć mu z drogi, najlepiej w miejsce pełne gałęzi, czy młodych, sprężystych jeszcze drzewek, którymi można np. potrząsnąć. Na dużym drzewie możesz szukać schronienia tylko w przypadku spotkań z dorosłymi samcami i ciężkimi samicami, które mają duży problem ze wspinaczką, jednak pamiętaj wówczas, że atakujący niedźwiedź potrafi być bardzo szybki i skoczny. Jeden z moich przyjaciół został przez wyskakującego w górę niedźwiedzia ściągnięty z drzewa za nogę, gdy nie zdążył wejść wystarczająco wysoko.

6) W przypadkach "podbramkowych" skorzystaj z odstraszaczy – wieczorem i w nocy bardzo skuteczna okazuje się mocna latarka z możliwością „puszczania” ostrych błysków. Miej ją zawsze przy sobie (prócz czołówki do oświetlania trasy). Moje doświadczenie wskazuje przy tym na fakt, że niedźwiedzie z reguły znacznie bardziej boją się krótkich, mocnych błysków aniżeli ciągłego świecenia.
Skuteczną obronę bezpośrednią stanowią żelowe (strumieniowe) miotacze gazu na niedźwiedzie typu „Bear Defender” tj. Sabre Red Friontiersman, Mace Muzzle Bear itp. wyrzucające gaz na ok. 10 m, które przed przypadkowym użyciem zabezpieczone są zawleczką i można je nosić w kaburze przy pasku. Pojemnik o pojemności 200-300 ml możesz nabyć przez internet za ok. 200-250 złotych. Pamiętaj, że zwykły, mały gaz pieprzowy, za kilkadziesiąt złotych, używany do samoobrony przed ludźmi, nie jest skuteczny, jest zbyt „słaby” i ma zbyt małą odległość rażenia ok. 3-4 m.

7) W przypadku napadu niedźwiedzia z bliska, w sytuacjach, w których nie masz żadnych szans na ucieczkę i nie posiadasz ww. gazu, zwłaszcza w razie mogącego zdarzyć się nawet wielokrotnie powtarzanego ataku, włącznie z gryzieniem, szarpaniem i drapaniem, staraj się zawsze układać przodem do gruntu i twardych przeszkód, za wszelką cenę chroniąc brzuch i twarz, a ręce chowając pod klatką piersiową, zapierając się nimi przed odwróceniem przez zwierza. Nigdy w żadnym razie nie podejmuj otwartej "walki" czynnej gołymi rękami!

01.07.2019

Jaskro(a)wego czerwca już kres

Niezwykle urodna, a jakże ulotna kwiecistość bieszczadzkich łąk to wcale nieskromny cud natury, na który z utęsknieniem czekam cały rok, wcale nie mniej niż na spotkanie z kolejnym wspaniałym Mocarzem Gór. Czas jaskro(a)wych dolin brutalnie przerywa skwar lata, żar z nieba, ale i wielkopowierzchniowe koszenia. Z każdym dniem maleje nadzieja na kolejne atrakcyjne obserwacje i ujęcia🎥 umajonej zwierzyny, która w ciągu dnia zaczyna skrzętnie unikać coraz to bardziej rozgrzanych mórz leniwie kołyszących się na gorącym wietrze ziołorośli. Latoś szybko i dotkliwie "rozskwarzyły" się nam bieszczadzkie doliny.

Dziś taki zwyczajny jaskrowo-dzwonkowy fotopstryk z komórki📷
26.06.2019

Zły niedźwiedź?!

Strzeżcie się różnej maści podglądacze i foto-pstrykacze, którzy łazicie coraz liczniej i chętniej po bieszczadzkich chaszczach za zwierzyną, biwakujecie bezprawnie i bezmyślnie po krzakach, plażujecie na dziko z dala od wsi pośród zarośniętych brzegów letniego Sanu, jakże kuszącego w te upalne dni kojącym szumem, rześkim nurtem i połyskującą w słońcu wodą. Pilnujcie się zresztą wszyscy, którzy chodzicie po Bieszczadach poza szlakami, za przygodami, za jagodami, za zwierzętami...

Ten oto rozbójnik, który narobił mi ostatnio piekielnego strachu, czeka tam na Was. A po jego reakcji, ale i pokancerowanym obliczu wnioskuję, że gościnny wcale nie jest, ani zbyt tolerancyjny, nie stroni od zaczepek i nie obawia się żadnych konfrontacji. Dlatego wygląda na to, że i tym razem miałem znowu całe mnóstwo szczęścia. Cudem tylko nie dostałem prosto w łeb z jego szybkiej, mocarnej, kudłatej łapy, a najpewniej i tylko przypadkiem wręcz uniknąłem solidnej młócki. Zarośnięty brzeg rzeki w miejscu, w którym zatrzymałem się w zielonym gąszczu na końcu złamanego przez schodzącą na przedwiośniu krę pnia powalonej wierzby, w celu obserwacji rwącego bystrza, okazał się na tyle maskujący, że nieomal dla mnie zgubny. Bo gdy tylko przysiadłem zostałem samoistnie wprost pochłonięty przez dziki gąszcz i stałem się niewidoczny. Tym sposobem wielki, dorosły niedźwiedź wędrujący brzegiem wody okazał się niewidoczny również dla mnie, ale też zupełnie niesłyszalny w tle szumiącego nurtu wody. Gdy nagle zobaczyliśmy się wzajemnie z ledwie 2-3 metrów, dla żadnego z nas nie było już czasu na ucieczkę. Odruchem jakimś zdążyłem jedynie rzucić się na bok za kłodę, przy której usiadłem, gdy ten kudłaty Mocarz zaszarżował wprost na moją pierwotną pozycję, trafiając łapą w sprzęt filmowy ustawiony na statywie, który w ułamku sekundy znalazł się w rzece. Najwyraźniej wielkie oko obiektywu skojarzył z tym potencjalnym intruzem, który zupełnie niespodziewanie wyrósł w gąszczu na trasie jego dzikiej przeprawy. W pełnym galopie, z odstraszającym rykiem przeszarżował na drugą stronę rzeki i nie zatrzymując się ani na chwilę zniknął za zieloną kurtyną skraju lasu, zostawiając mnie totalnie rozdygotanego w zaroślach, w które odruchowo upadłem. Jak się chwilę później okazało, gdy podniosłem z wody przewrócony sprzęt, zostawił mnie również z małą pamiątką w postaci zerwanej osłony obiektywu i frędzlowato rozszarpanym "lenscoatem", który znalazłem na kamieniach paręnaście metrów dalej...

Jakież było moje zdziwienie, gdy ledwie zdążyłem się pozbierać i ciut uspokoić, ten bojowo nastawiony gagatek obszedł mnie dyskretnie za zakolem, by niezwykle ostentacyjnie zaprezentować się podczas ponownej przeprawy w moim bliskim sąsiedztwie, widząc mnie doskonale na brzegu!

22.06.2019

Najlepsza mama

Ta wielka, kwitnąco piękna, kudłata brunetka jest szczęśliwą, ale i bardzo zapracowaną matką trójki żywiołowych, niesfornych maluchów. Nigdy nie spuszcza ich z oczu, nieustannie bacznie obserwując dzikie otoczenie. W razie jakiegokolwiek potencjalnego zagrożenia natychmiast przywołuje je do siebie, a gdy niebezpieczeństwo jest duże (np. ze strony wilków czy samca niedźwiedzia) zagania je na najbliższe drzewa, na które niedźwiadki wspinają się bardzo sprawnie i błyskawicznie niczym wiewiórki. Gdyby nie matczyna determinacja wraz z siłą i odwagą, obsesyjną niemalże czujnością i opieką, która daje miśkom pewność siebie, bezpieczeństwo i gwarancję wyjścia z każdej opresji, małe niedźwiadki nie miałyby tak beztroskiego i radosnego dziecięctwa. Zresztą nie tylko niedźwiadki. Prawda, że mamy są niezastąpione?
06.06.2019

Nie taki wilk straszny

Czy wilk może zaatakować człowieka? W teorii, w przypadku tych dużych drapieżników, wszystko wydaje się nam możliwe, ale to tylko pozory przez nasz strach, który ma wielkie oczy, bo kształtuje się głównie pod wpływem bajek i plotek. Gdy jednak wziąć pod uwagę wcale nie przesadzając, moje setki już spotkań, sam na sam z wilkami, to żartuję sobie, że pewnie prędzej wpadnę w lesie pod samochód niż skrzywdzi mnie tam jakiś zdrowy dziki wilk. Spotykam się z różnymi wilkami ze wszystkich bieszczadzkich watah, czasem oko w oko, i nigdy nie odczułem z ich strony jakiegokolwiek realnego zagrożenia, nawet gdy byłem bardzo, bardzo blisko, za to ze strony dużych psów niejednokrotnie.
Więcej opinii na temat bieszczadzkich wilków poznacie w jednym z artykułów Gazety Bieszczadzkiej
28.02.2019

Trzech na Jednego

Uwielbiam wszelkie interakcje Bieszczadzkich Mocarzy. Ale siłą rzeczy i zdaje się miarą własnych przeżyć najbardziej poszukuję i wyczekuję zwłaszcza takich czynnych oddziaływań międzygatunkowych. Dotąd zawsze marzyłem (choć nie ukrywam, że po cichu i nieśmiało też planowałem:), by uwiecznić żubry z wilkami. Tej zimy marzenie to nagle się spełniło, choć połowicznie, gdyż wilk był jeden, acz żubry trzy. Przy tym wejście bieszczadzkich bizonów w upatrzony wcześniej i ustawiony możliwie starannie jak na panujące warunki kadr filmowy, nastąpiło idealnie w tle wilka śpiącego w sianie, podczas gdy sam, ukryty w zarośniętym jarze od zawietrznej strony, wyczekiwałem niecierpliwie na jego jakąkolwiek aktywność, w obezwładniającym zimnie i przenikliwej wilgoci. Żubry, które najwidoczniej zaplanowały sobie kolację w tym osobliwym miejscu odpoczynku wilka, wyłoniły się z lasu tuż przed wieczorem, w całkiem akceptowalnym dla mnie świetle. Wyglądały na wyraźnie zdeterminowane, gdy ich masywne cielska w zauważalnie bojowych pozach poczęły nacierać według azymutu celująco obranego z góry na szary, uszaty, zwinięty w kłębek cel, co wydawało się zdradzać ich zamiary bynajmniej nie tylko spożywcze. W tym samym momencie, chcąc za wszelką cenę utrzymać płynność i dynamikę ujęcia domkniętego w poprawnym kadrze spodziewanej akcji, przesunąłem się zadkiem w sam środek całkiem pojemnej kałuży roztopionego obok mnie śniegu. Paskudne mokre zimno szybko ogarniające mnie autentycznym gwałtem od dołu, wespół z żywo narastającymi emocjami, rozdygotały mną tak okropnie, że trudno mi było utrzymać kadr, a co dopiero zapanować nad utrzymaniem punktu ostrości na zdecydowanie, acz dość leniwie ewakuującym się stamtąd w tej samej chwili wilku, który wyczekiwał najpierw, jakby chciał się upewnić we właściwej ocenie sytuacji, poczuł wnet realne zagrożenie i bez dalszej już zwłoki uskoczył ciężkiemu najeźdźcy. Finalnie najlepsze w tym wszystkim i zupełnie niezwykłe okazało się jednak to, że ci Trzej Muszkieterowie, którzy w pełni panując nad gniewem, na skutek nieeleganckiego zachowania wilka, wyraźnie zignorowali opieszałą rejteradę potencjalnego intruza, po to tylko, by zaraz po dojściu w upatrzony punkt, wspólnie i ostentacyjnie skonsumować wilcze posłanie, mając wokół do dyspozycji wystarczająco dużo takiego żeru! Czyżby to miał być ich manifest na znak swego sprzeciwu i ceremonialnej kontestacji wobec wilczej bezczelności i zbytniej swobody?
26.02.2019

Dziki pociąg do kolacji

Młode dziki (warchlaki) przez pierwszy rok życia pozostają pod troskliwą opieką matek (loch), tworząc wraz z nimi wspólne, rodzinne grupy (watahy). W lesie pełnym wilków są wtedy najbardziej bezpieczne, zwłaszcza, gdy dziczą gromadę prowadzi doświadczona przewodniczka. To ona pilnuje porządku każdej dziczej doby oraz dyscypliny w watasze. W dzień niezwykle ostrożne dziki odpoczywają w ustronnych barłogach i babrzyskach, w których z lubością się tarzają, taplają i chłodzą nie tylko latem. Największa aktywność dzików przypada jednak na godziny zmierzchowo-nocne. Wówczas przewodniczka prowadzi je na najbardziej atrakcyjne żerowiska, na których korzystając z perfekcyjnego węchu, buchtują (kopią w ściole, murawie, błocie i glebie) lub penetrują dolne partie gęstych ziołorośli w poszukiwaniu wszelkich ponętnie pachnących smakołyków roślinnych i zwierzęcych. Każda obserwacja dziczej watahy w Bieszczadach w świetle "fotograficznym" jest dla mnie niezwykle cenna, tym bardziej, że w ostatnich latach miewam ich znacznie mniej niż wilków. Dlatego każde zarejestrowane spotkanie tak dużej dziczej gromady w dzień, zwłaszcza wobec faktu podjętej przez ludzi absurdalnej eksterminacji dzików, niezwykle mnie raduje.

Na zdjęciu, które wykonałem ostatnio tuż po zachodzie słońca na jednej z wysokich skarp nad Sanem widać niespełna połowę licznej watahy 🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗 dzików pospiesznie sznurujących na żerowisko na wyraźnie upragnioną kolację.
23.02.2019

Noc Mocarzy, czyli krótka historia spodzimkowej nocy

Gdy tym razem dość instynktownie namierzyliśmy w ustronnym jarze okresowego potoczka następną świeżo upolowaną przez dwa "marcujące" rysie dorodną łanię, byłem przekonany, że kolejny spektakl z udziałem drapieżnych mocarzy na rzecz przygotowywanego filmu i albumu to kwestia czasu, ale również naszej absolutnej dyskrecji i ostrożności, wreszcie więcej niż odrobiny szczęścia. Te wytworne "cętusie" są przecież niezwykle gospodarne i zwykle nie odpuszczają tak sowicie i szczodrze zastawionego dzięki ich sprytowi i kociej naturze leśnego stołu. Dobrze ukryta, ponad 100-kilowa zdobycz, może im przecież posłużyć jako źródło cennego pokarmu przez szereg kolejnych dni. Starannie maskując ją w możliwie najbardziej tajemnym leśnym zaułku, chronią tymczasową spiżarnię przed czułymi zmysłami przebiegłych konkurentów, zwłaszcza przed przenikliwym wzrokiem wszędobylskich i inteligentnych kruków. Wiedzą bowiem dobrze, że gdy tak skrupulatni szperacze czarnego patrolu odkryją ich smakowitą tajemnicę, niechybnie zaproszą tu doraźnie swych braci zawsze skorych i gotowych na dziką imprezę. Ich huczne, niemalże cygańskie ucztowanie jest prawie równoznaczne z ryzykiem odwiedzin w ten sposób ogłaszanego miejsca przez różnej maści łakomych Mocarzy, w tym zwłaszcza ich nieodłącznych szaroburych, czworonożnych kompanów od niezliczonych leśnych grand i afer. Okazuje się, że nawet, gdy pierwsza na miejscu będzie dyskretna i cicha para kruków chcąca w trudnym dla nich spodzimkowym okresie wysiadywania jaj, zachować tylko dla siebie informację o tak bezcennym znalezisku w pobliżu ich gniazda, przynajmniej pośród latającej w dzień gawiedzi (nie licząc przypadkowego myszołowa) i założy ścisłe embargo na wieści o tej lokalizacji, to i tak nie uchroni to przed czujem i głodem nocnych traperów, zwłaszcza podczas raptownej, przedwczesnej odwilży. Tym razem rysie nie mają aż tyle szczęścia, na ile wskazywałaby masa ich zdobyczy, nawet przy skrzętnym ulokowaniu i zakopcowaniu tuszy pośród zwałów grubych pni drzew zwalonych w poprzek jaru, barwą i fakturą całkiem przecież do masywnego, kociego kopca podobnych. Grafik nocnych odwiedzin, celująco wyśledzonej przez bieszczadzką mafię rysiowej spiżarni, okazuje się tak niebywale napięty, że nie obywa się bez licznych, ostrych i totalnie mnie fascynujących konfrontacji. Oto zaraz po dobrze najedzonym rysiu, zjawia się żbik, wkrótce podchodzi też drugi(!), który zostaje skutecznie odpędzony przez tego pierwszego. Następnie melduje się lis, chyba tylko po to, by się jeno oblizać i szybko zrobić miejsce dla kolejnej wizyty rysia. Ten jednak wcale nie cieszy się długo z repety, bowiem na scenę wpada wataha zazdrosnych wilków o iście bojowym nastawieniu. Ich ekscytację szybko wyjaśnia ujawniony przez fotopułapkę fakt, iż w tym samym czasie i miejscu swój pierwszy posiłek zaplanował również dorosły niedźwiedź wybudzony dziś z zimowego snu, przy tym zdeterminowany, bowiem wybitnie wygłodniały. I chyba tylko księżyc, zerkając na to wszystko swym niewzruszonym, bez mała już pełnym licem, wie jakim cudem tak się te wszystkie duchy bieszczadzkie zmówiły na ten absolutnie nadzwyczajny sabat! Oto dziś mam dla Was taki właśnie krótki reportaż dokumentalny, zmontowany prawie na gorąco z MMSów przychodzących z intensywnie pracującej w tym miejscu fotopułapki, po kompletnie bezsennej, bieszczadzkiej nocy:)
Smacznego!
17.02.2019

W drodze na ambonę;)

Czy połączenie ciekawości i nierozwagi tego wilka to pierwszy stopień do piekła? Spokojnie! On dobrze wie, że to letnia ambona, na której wygodne zmarzluchy z grzmiącymi kijami nie będą w mrozie ślęczeć;) A z resztą jest przecież ściśle prawem chroniony!
12.02.2019

Sarni urok

Przyznam, że pozostaję pod niezmiennym urokiem saren. Szczególnie, gdy z gracją paradują w tych swoich eleganckich, sutych, zimowych kubrakach. Spójrzcie sami na pokaźne "łyżki" uszu tej przeurodziwej kozy (z pierwszej ilustracji), wypełnione gęstym, grubym "filcem", niczym w pluszowej przytulance. A te wielkie, czarne, błyszczące, urzekające oczy? Albo śnieżnobiały pyszczek wprost pod smolistoczarnym, błyszczącym nosem z wąsatymi skrzydełkami? O tej fikuśnej, jasnopłowej, niby lekkiej, acz rozłożystej i szeroko roześmianej damskiej bródce, prawie nie wspomnę;)Szczerze tęskno mi teraz za sarnami, bo i znacznie częściej oglądam tu wilki i niedźwiedzie, a przecież nie samymi drapieżnikami przyrodnik żyje. Od kiedy pracuję w Bieszczadach, znacznie rzadziej mam tę nie lada przyjemność spoglądać im z bliska prosto w te zalotne oczyska. Poza tym, że jest ich tu dużo mniej to dzieląc las z rysiami i wilkami, żyją sarny pod ogromną presją i są bardzo czujne, ostrożne i płochliwe. Nieporównywalnie częściej i liczniej spotykałem je chyba wszędzie poza górami. W rodzinnej dolinie Baryczy, w okresie szkolnej młodości, oglądałem sarny na każdym spacerze i to w całkiem pokaźnych rudlach, gdy żywiołowo pomykały po rozległych przygodzickich czy odolanowskich łąkach i polach w pradolinie...Zupełnie już odwykłem od takich widoków. A moje oko cieszy w górach każda sarna. Gdy widzę ich kilka to już cenna obserwacja. I uwierzcie mi, że byłem totalnie zszokowany, gdy któregoś zimowego dnia natknąłem się w środku bieszczadzkich lasów na ponad 40 saren w jednym stadzie. Ciekawe co na to miejscowe Ryśki?;)
11.02.2019

Dziki kot Bieszczadu, czyli o tym jak dziecinną naiwność przekułem na dziką radość

Z całą stanowczością, ten bardzo skryty i wyjątkowo płochliwy dzikus jest prawdziwym duchem bieszczadzkich lasów. Niby jest, ale go nie ma. Większość moich obserwacji żbików to spotkania zupełnie przypadkowe i chwilowe, wręcz płoche migawki, bez możliwości jakkolwiek satysfakcjonującej obserwacji, o fotografowaniu czy filmowaniu nawet nie wspominając, nie licząc jedynie dość regularnych obrazków z fotopułapek. No, ale być tu i teraz osobiście i fotografować tego rzadkiego kocura w dziczy, a rejestrować za pomocą fotopułapki najlepsze żbikopodobne powidoki to dwie różne bajki. Gdy dołożymy do tego fakt, iż zasadnicza aktywność żbików ma miejsce w nocy - tym oto sposobem otrzymujemy "najtrudniejszego" drapieżnika Bieszczadów. Ta niebywale dorodna, a przy tym szalenie urodziwa kotka z obrazka zajęła mi całe siedem dni wielce upierdliwego wyczekiwania, najpierw w głębokim śniegu, w końcu w wodzie powyżej kostek, kropla po kropli wytapiającej się w trakcie odwilży z tej wielkiej bieli. I tylko pomyśleć, że pierwotnie, gdy piękny żbik wyskoczył w samo południe(!) na kilkanaście metrów przed głośnymi ludźmi wprost z resztek łani, upolowanej przez watahę przy samej stokówce, wydawało się, że w takim miejscu wystarczy zamaskować się i parę chwil poczekać na udokumentowanie tego wyjątkowego zwierza. Otóż nic bardziej mylnego. Odtąd prze-czujny zdeb przychodził wyłącznie pod osłoną nocy, w dzień zaś owszem, pojawił się znowu i to parokrotnie, ale dokładnie wtedy, gdy ja, widząc już w obiektywie kamery same kości i suchą skórę łani, odpuściłem bez dalszej wiary w sukces... Wróciłem tam pospiesznie z kolejnymi nadziejami. I kolejny raz okazało się, że upór i cierpliwość w bieszczadzkim lesie popłaca. Kot po tygodniu również wrócił do tych marnych, wcześniej już dokładnie obgryzionych resztek, już chyba tylko po to, żeby nagrodzić mnie za to dziecinnie naiwne ślęczenie przy sterczących z pośniegowej wody żebrach. Pozdrawiam wszystkich leśnych "przyjaciół", również tych, którzy przejeżdżając stokówką obok szałasu ze zziębniętym foto-naiwniakiem w środku, nie omieszkali trąbić, mimowolnie zagrzewając mnie w ten sposób do walki z własnymi słabościami;)

To jedynie bardzo uogólniona, osobista relacja z niekończącej się emocjonalnej codzienności z Bieszczadzkimi Mocarzami w roli głównej:) W międzyczasie było jeszcze wiele drobnych wydarzeń mających większy lub mniejszy związek z tym żbikiem, ale i dwoma innymi. Ale o tym może później, przy kolejnych migawkach z bieszczadzkich lasów i gór.

Spotkań żbików mam w Bieszczadach  całkiem sporo, zwłaszcza śnieżną zimą, ale to są, jak wyżej pisałem, głównie płochliwe "migawki", takie np. przemykające w światłach auta w nocy. Przez długie lata, powtarzano, i nadal powtarza się jak mantrę, że nie ma już czystych żbików, bo krzyżują się one na potęgę z kotami domowymi. A ja nie wierzę w powszechność tego krzyżowania absolutnie, moim zdaniem to powtarzana pierdółka, mająca się nijak do rzeczywistości. A dlaczego? Ano choćby dlatego, że gdy spotykam w lesie żbika, widząc charakterystyczne jego cechy to nie mam żadnych wątpliwości co widzę. Owszem, obserwacja to nie badanie genetyczne, ale jednak gdyby żbiki od tylu pokoleń tak chętnie krzyżowały się z "dachowcami", to mielibyśmy całe mnóstwo zwierząt o wyglądzie i cechach mieszanych, tymczasem praktycznie NIE MA TAKICH w lasach lub co najwyżej są fenotypową rzadkością! Oczywiście trzeba dobrych badań genetycznych, ale ja osobiście nie martwiłbym się specjalnie o czystość dzikich kocurów w Bieszczadach. Wiem co widzę. Na koniec mam też ciekawostkę, relację miejscowego obserwatora o tym, jak w "dzikiej" pasiece trzymał koty, by te dbały mu o to śródleśne obejście w kwestii naturalnego zwalczania gryzoni. Pewnej nocy przyszedł tam żbik i... zagryzł te domowe koty, niczym intruzów na swoim terytorium. Ot co.
05.01.2019

Znaczenie rewiru opryskiem moczu (fot. 2) przez wybitnych terytorialistów, jakimi są żbiki, na różnych przeszkodach terenu, kępach roślin, pniach drzew i krzewów, jest niewątpliwie najbardziej jednoznacznym sposobem na dystrybucję zapachowych komunikatów terytorialnych pozostawianych przez drapieżniki dla pobratymców i konkurentów. Ale chyba najbardziej charakterystycznym sposobem znaczenia terenu przez dzikie kotowate jest drapanie np. pni drzew, gałęzi czy ścioły, podczas którego wydziela się zapach z gruczołów umieszczonych w poduszkach ich stóp. Całkiem skuteczne pozostaje również ocieranie się grzbietem i bokami ciała, czy choćby samą głową i policzkami. W powietrzu coraz bardziej czuć wiosnę. I myślę, że tej całkiem dalekosiężnej "kocicy-sikawicy" zależeć może też na pozostawieniu konkretnej informacji o jej zbliżającej się gotowości do reprodukcji podczas nadchodzącej rui. Wnet pozostanie już tylko nasłuchiwać nocami, by może fartem jakimś wyłapać, jak te skryte, rzadkie, dzikie kocury głośno "marcują" gdzieś w gęstwinach bieszczadzkich kniei!
11.02.2019

Na chabrowym podnóżku w śnieżnej niwie zawieszony

Wystające spod głębokiego śniegu szczytówki sfatygowanego chabrowego posuszu, pokornie pokładającego się pod zimowym naporem, sterczą gdzieniegdzie na rozległych bieszczadzkich błoniach łąk w dolinie Sanu. Ledwie resztówki anemicznych łodyg, dzierżą w swoich skromnych koszyczkach ostatni zapas drobnych, acz dość tłustych niełupek. Pewnikiem stanowią one dla szczygła smaczną przekąskę. Z całą pewnością są jednak dla niego jedynie krótkim przystankiem w trakcie zimowych poszukiwań monumentalnych łopuchów. Te sypią, ku niechybnej uciesze zawsze wesołych szczygłów, niełupkowym nasieniem znacznie obficiej.
07.02.2019

Pan Młody?

Wielka wataha Ruska, od czasu śmierci basiora, rozbita jest na co najmniej dwie grupy, niezależnie polujące w dwóch różnych częściach rozległego terytorium pierwotnego. Najpewniej taka sytuacja jest tymczasowa, zwłaszcza w okresie cieczki, ale przyznam, że każdy kolejny dzień obserwacji tych wilków dostarcza mi nowych, często bardzo zaskakujących informacji i z pewnością wszystko jest jeszcze możliwe. W każdym razie obie wilcze grupy są teraz bardzo łowne. Zaskorupiona pokrywa śnieżna sprzyja szybkiemu przemieszczaniu się i polowaniom wilków. Podczas, gdy ich kopytne ofiary, z nie lada trudem i ogromnym kosztem przedzierają się przez głęboko zasypane leśne ostępy, a w takich sytuacjach bywają wobec burych zbójników nieomal bezradne. Tylko w ciągu ostatnich dziewięciu dni, na terytorium jednej watahy, znalazłem siedem świeżych ofiar, w tym sześć jeleni (trzy łanie, trzy cielaki) i sarnę (kozła). Wszystkie wilcze łupy, za wyjątkiem cielaka upolowanego przy drodze (wilki zapewne przedwcześnie spłoszyły się) i łani (złowionej o świcie na lodzie), były upolowane wieczorem lub w nocy i do rana nieomal doszczętnie objedzone z mięsa. Ciekawym, ilu nie udało mi się znaleźć?... Wygląda na to, że aura przybywa właśnie jeleniom z odsieczą, bo wiejący od soboty halny przyniósł odwilż, która z pewnością wspomoże uciemiężonych roślinożerców.

I jeszcze super-ciekawostka. Wszystko wskazuje na to, że stara wadera (na zdjęciu - po prawej, tyłem) ma już nowego, młodszego adoratora (po lewej), bo samiec ten spędza z nią najwięcej czasu i wyraźnie dominuje w grupie 8-10 wilków.
28.01.2019

Bieszczadzki linoskoczek

Im lepsza miejscówka, tym lepszy efekt łowiecki. Ten długi przewód energetyczny (fot. 1), rozciągnięty nad rozległą doliną pełną gryzoni, okazał się dla puszczyka uralskiego całkiem przydatnym wieczornym punktem obserwacyjnym i startowym do ataku. Urale, które w trakcie głęboko śnieżnych zim zmuszone są wylatywać z leśnych ostępów i koczować w poszukiwaniu zdobyczy na tereny otwarte, czasem nieopodal siedzib ludzkich, chętnie siadają na słupach sieci energetycznej, jednak wprost na linii wyjątkowo rzadko.
23.01.2019

Myszkujący, sjestą (i jeleniną) znudzony

To jeden z tych wilków, które jeszcze wczorajszej nocy, podczas "Wilczej Pełni Superkrwawego Księżyca", choć przesłoniętej chmurami, wielokrotnie urządzały sobie wspólne wycie. W jednym z nich z resztą sam nieśmiało, acz z sukcesem i samozachwytem uczestniczyłem;) Po wczorajszej iście królewskiej uczcie, nieomal cały dzisiejszy, przepiękny, prawdziwie zimowy dzień, część wilków z "zaprzyjaźnionej" watahy urządzała sobie sjestę, podczas której z zauważalną lubością oddawała się kąpielom słonecznym. Chyba dokładnie wiem, co czuły, gdyż podczas ich podglądania i ja z błogością grzałem w słońcu swe zmarznięte kości po mroźnym (ponad 20 stopniowym) poranku. Niektóre z wilków, w przerwach tego anielskiego leżakowania, chętnie myszkowały. Zauważam, że to ulubiona aktywność wilków podczas dziennego odpoczynku (chyba zaraz po zabawach, gonitwach i zapasach), a z pewnością również całkiem ciekawe urozmaicenie wysokomięsnej, jeleniej diety:)
22.01.2019

Tropienie zwierzyny jest dla watahy wilków tym, czym dla nas jest dziś przygotowywanie rodzinnego posiłku, z tą różnicą, że one na tym etapie nie mogą mieć jeszcze pewności, czy polowanie będzie skuteczne, a co za tym idzie co będzie ostatecznie na obiad. Nad podziw jednakoż pozostaje ich niezwykłe zgranie i perfekcyjne zorganizowane w celach łowiecko-kulinarnych. Przysłowie "gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść" wilków zdaje się nie dotyczyć. Każdy z członków watahy zna swoją rolę i instynktownie, bez słów, podejmuje szybkie działania. Tropienie ofiary kończy się wspólną obławą i gonitwą w konkretnie zaplanowanym i obranym przez wilki kierunku, najczęściej w miejsca wręcz przez nie wytypowane do najbardziej skutecznego polowania i ustronnego posiłku. Są to sprawdzone pułapki naturalne, jak urwiste skarpy, głębokie jary z potokami czy gęste młodniki. W lasach gospodarczych wilki z premedytacją wykorzystują do swych łowów uprawy leśne grodzone siatką, stanowiącą śmiertelną barierę dla napędzanych nań jeleni.
18.01.2019

Królowie w zimowej kądzieli

Wydaje się, że żubry wyraźnie lubią, gdy padający śnieg maskuje ich korpulentne cielska i zimowo przystraja te ich ciężkie, brunatnoczarne kożuchy. I chyba coś w tym jest, bo całkiem sporadycznie widuję żubry otrzepujące się z białego puchu, który łatwo osadza się w nastroszonej kądzieli i nie topnieje tak szybko, jak na innych zwierzętach. Całkiem oszczędna aktywność i niewielka ruchliwość żubrów w taką, niżową pogodę, sprzyja efektownemu zabielaniu rogatych mocarzy.
17.01.2019

Skazany ocalony...
Ilekroć mam przyjemność podglądać z bliska dzikie żubry, zdaję sobie sprawę, że jestem jednym z tych absolutnych szczęśliwców, którzy w XXI wieku, w pełni świadomie przeżywają tę osobliwą ekscytację. Szczególnie, gdy Ci dostojni Mocarze swobodnie stąpają po bieszczadzkiej ponowie, w bajkowym anturażu prawdziwej, białej zimy, z widoczną pokorą i opanowaniem, acz i swoistą wdzięcznością. Radość ta miesza się jednak z niepokojem, bo i pojąć w żadnym razie nie mogę, dlaczego działania najbardziej racjonalnego gatunku na Ziemi bywają najbardziej irracjonalne, np. jak chodzi o gatunek cudownie przez nas ocalony, a jednakoż na nas skazany. Toć żubrowi, który jest polską marką, symbolem i świadectwem skutecznej ochrony gatunkowej, należy się nie tylko podziw i respekt, ale przede wszystkim estyma i hołd, podobnie jak należny jest wielki szacunek tym wszystkim ludziom, którzy przyczynili się do jego uratowania, z autorem programu ratowania żubra w Europie - Jan Sztolcmanem na czele!
Agata i Mateusz Matysiak
12.01.2019

Kamer(k)a! Akcja!

Mój przyjaciel o wilczym spojrzeniu i gołębiej duszy Andrzej Borowski - niezwyczajny artysta, niebanalny mistrz pędzla i ołówka, charyzmatyczny gawędziarz i niestrudzony wizjoner, nałogowy animalista i przyrodnik, z wyboru bieszczadnik i zakapior rodem z Wrocławia, osobliwy celebryta i nonkonformista, wierzchem - zwariowany piekielnik, wichrzyciel, hulaka i egotysta, wnętrzem - szlachetny witeź, romantyk, empata i marzyciel, przyłapany na gorącym uczynku w zimnej dolinie Sanu.
16.01.2019

Wilcze impresje na starym wypale

Podczas jazdy "stokówkami" mamy zawsze włączone kamery. A choćby po to, aby np. przez pryzmat mokrej, zaśnieżonej szyby i smużących po niej wycieraczek, spontanicznie wyłapywać nieoczekiwane, a jakże odjazdowe, zimowe impresje z wilkami na wypale;) 🐺🐺🐺
Agata i Mateusz Matysiak
15.01.2019

Światełko na Otrycie

Bywa, że Otryt, nie tylko bukowym liściem złotą jesienią, czy na przedwiośniu pęczniejącym pąkiem, ale i w środku zimy, zachodzącym słońcem, w kontraście do mroźnej bieli i szarości cienia, teatralnie przyrdzewieć potrafi. Mam tylko nadzieję, że to małe, krótkotrwałe ocieplenie prognozowane na najbliższe dni, nie uczyni zbytniego uszczerbku w wytwornej, akuratniej kreacji bieszczadzkiej Pani Zimy. Wszak to dopiero połowa stycznia!
15.01.2019

Orzeł niespełna

Wilki regularnie dożywiają las. To co zostaje po ich uczcie, choć przyznam, że ostatnio z reguły niewiele, dojadają inni, strudzeni zimową aurą, padlinożercy. Wśród nich zdarza się bielik - ten prawie orzeł, wcale z resztą w Bieszczadach nieczęsty (bywa tu w gościach niemal wyłącznie zimą), mimo swojej wielkości, nie potrafi skutecznie rywalizować z przedniakiem - mocarnym królem tych gór czy choćby z krukami - miejscową elitą intelektualną. Dlatego czasami musi poczekać tuż opodal na swoją szansę, zwłaszcza, gdy jeszcze nie całkiem dorósł, jak ten osobnik, do bezpośredniej konfrontacji z latającymi bieszczadzkimi twardzielami. Ale bywa też, że i taki młodzieniec zdąży coś pospiesznie chapnąć, między "kruczymi wierszami", babrając się przy tym na krwisto:)
10.01.2019

Gór śnieżnych imperator czy może rogata śnieżynka?

Dla mnie, przyrodnika, entuzjasty gór, lasów i zimy, "bieszczadniętego" czciciela różnej wielkości i maści Mocarzy, ta wprost czarodziejska fotogeniczność "białych" żubrów pozornie zniewolonych w zmrożonym i zaśnieżonym krajobrazie bieszczadzkich lasów, jest czymś zupełnie zniewalającym. Emocjonalnie czymś niemalże porównywalnym do bezpośredniej obserwacji udanego polowania dużej watahy wilków, głośnych, przedwiosennych umizgów rysi w świetlistej buczynie, albo namiętnych, nocnych amorów wielkich niedźwiedzi w głębi starej, jodłowej puszczy karpackiej, subtelnie rozświetlonej podczas pełni. Czymś, co wywiera na mnie wrażenie większe niż choćby cudowne toki głuszców, których w Bieszczadach tak bardzo mi brakuje... Ten napastliwy żubr z jednego z wolnościowych stad, wyraźnie sobie mnie upatrzył, ja zaś upatrzyłem sobie jego w takim oto kadrze* Przy okazji nasuwa się pytanie - czy odratowane przez nas - ludzi, żubry jako gatunek, staną się jeszcze kiedykolwiek gatunkiem zupełnie dzikim? Czy ta odwaga, czupurność i agresja niektórych żubrów wobec człowieka, wynika z ich dużego zaufania, którym nas darzą zwłaszcza zimą, w okresie dokarmiania, czy jednak przede wszystkim z ich troski o bezpieczeństwo stada, na czele którego stoją i wrodzonej świadomości o ich ogromnej przewadze fizycznej nad nami?
*UWAGA! Ten szerokokątny obrazek popełniłem z tak bliskiej odległości dzięki użyciu zdalnego sterowania kamery. W przypadku podobnego spotkania, stanowczo odradzam fotografowania i filmowania, tych pozornie opanowanych, a w rzeczywistości całkiem gwałtownych Mocarzy - wprost "z ręki"!
07.01.2019

Mocarny atak zimy

Szanowna Pani Zima, swym puchatym, białym żywiołem rozgościła się stanowczo i dosadnie❄️❄️❄️ Przeczuwam, że tym razem zawładnęła górami i lasami na dłużej. Z dnia na dzień, z szalonym zachwytem, uczestniczę w kolejnych zawieruchach, gdy te śmigają wokół mnie bezlitośnie w odmienionej, bieszczadzkiej przestrzeni, niczym chmara spłoszonych żubrów galopujących w białym szkwale. I nie ukrywam, że pławię się w tej białej zadymie z lornetką i kamerą z dziką rozkoszą, wręcz delektując się taką srogą i władczą, acz ubogą surowością, z pasją, póki mnie otacza.
05.01.2019

Dzicza hańba na honorze Rzeczypospolitej

Czym ty naprawdę jesteś dwunożny niegodziwcze, że postanawiasz lekką ręką pozbyć się mnie ze swojego otoczenia?! Istotą mądrą, rozważną, przezorną i zapobiegliwą, czy jednak bezgranicznie lekkomyślnym, krótkowzrocznym, ograniczonym i zaślepionym destruktorem, który egoistycznie uzurpuje sobie prawa do decydowania o moim życiu?
Czy w swojej arogancji i naiwności, rzeczywiście nie widzisz dla mnie miejsca w twoim coraz bardziej zapaskudzonym, obłąkanym i zakłamanym świecie?!
Opamiętaj się, miernoto, owładnięta szaleństwem diabelskim, nim za późno już będzie! I wiedz, że nie mam zamiaru się poddać i mojej grubej skóry łatwo ci nie oddam. Zwłaszcza, że i sojuszników mam licznych, takich dwunożnych, jak ty, lecz jeno z wyglądu podobnych do ciebie, a jednak myślących, przewidujących i empatycznych!
Zrozum, że jesteś skazany na srogą porażkę, bowiem pokłosie krzywdy mojej niechybnie wyrządzi ci znacznie większą szkodę, niż teraz myślisz i nim ostatecznie pojmiesz, że to nie ja, ale wyłącznie ty jesteś przyczyną zarazy wszelakiej roznoszenia!
Czuj, czuj, czooochraj!
DZIK
🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗
Nie ma ŻADNEGO racjonalnego wytłumaczenia takiej skrajnej decyzji! Myśliwi, pora iść po rozum do głowy, jeżeli nie chcecie się pozbawić najważniejszego gatunku łownego i DZICZYZNY, zbuntujcie się! Nie bądźcie egzekutorami i frajerami!
Teraz ważne jest, by racjonalne argumenty trafiły do Głów, bo tu liczy się efekt ostateczny, nie sama dyskusja. A jak chodzi o talerz, to dziczyzna ma znacznie większą wartość niż "chlewizna", z całą tego otoczką "hodowlaną", humanitarną i zdrowotną.
Wybijanie dzików nie zatrzyma ASF. Tu trzeba zmian na wsiach, w gospodarstwach. Oczywiście z pomocą rządu, bo głównych wektorem przenoszenia jest człowiek nie przestrzegający zasad higieny.
🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗
Koniecznie przeczytaj o zaplanowanym od 12. stycznia ZAMACHU RZECZYPOSPOLITEJ na DZICZY STAN, w tym o racjonalnych argumentach przeciw tej absurdalnej masakrze.
🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗🐗
Koniecznie podpisz i wyślij TERAZ swój sprzeciw do Ministra Środowiska!
Swój sprzeciw wyślij również do Premiera Rządu!
Dziękujemy!
Agata i Mateusz Matysiak
08.01.2019
Nasz oryginalny post z dyskusją znajdziesz tutaj!

Epilog wodza

Niezaprzeczalnym faktem jest, iż wielka wataha potrafi rządzić się swoimi "ostrymi" prawami, zwłaszcza, że ta liczna "rodzina" stanęła teraz w zimowym obliczu konieczności wykarmienia kilkunastu pojemnych żołądków i zdeterminowana atakuje nawet największe ofiary, takie jak duże odyńce, mocne byki czy nawet żubry. I choć nastaje również czas cieczki i w sytuacji śmierci basiora, bezpardonowej rywalizacji o względy wadery, to dla wielkiego wodza w kwiecie wieku, nie jest to ani czas, ani okoliczność, by dokonać żywota. Bowiem bez względu na fakt, czy dzieje się to od kłów konkurenta, szabli odyńca, poroża byka, czy też z lufy kłusownika - wielka jest szkoda wilczego króla. Wszak ten przepiękny, 55-kilogramowy basior, ojciec mocarnej watahy, którego znalazłem w sylwestrowe popołudnie, już nie zawyje w wilczej dolinie. Niechaj Nowy Rok będzie dla Mocarzy znacznie łaskawszy niż pożegnanie roku starego. Dla mnie i dla Was również!
03.01.2019

Ja, jako leśnik i biolog, oczywiście żaden naukowiec, ale domorosły (a raczej lasorosły) ekspert, uważam, że ten basior powinien przejść bardziej szczegółowe badania, w tym zwłaszcza RTG, ale i genetyczne. Myślę, że nadal warto i to pilnie zainteresować się, czy i gdzie jest jego tusza. RDOŚ powinien podjąć temat. W końcu zgłoszenie poszło do nich natychmiast i co? Jeżeli tusza nie została jeszcze zutylizowana to przecież nadal można przeprowadzić te badania, również pod kątem potwierdzenia pochodzenia osobnika, ale także na obecność ewentualnych ciał obcych w ciele. Mam wrażenie, że dobrze znam tego basiora z miejscowej watahy. Wyróżniał się posturą, charyzmą, często eksponował dominację. W końcu oberwał. Nie wiemy tylko w jakich okolicznościach i od kogo/czego konretnie. Wielka szkoda. Za jego żywota oceniałem go na ca. 6 lat i 50 kg (wynik sekcji dał 55 kg i podobno 5 lat). Dodam, że jego wadera jest znacznie starsza, z resztą bardzo intrygująco umaszczona, bo po bokach ciała miewa widoczne ciemne cętki niczym ryś;) Oczywiście, że mogę się mylić, bo w końcu nie jestem naukowym ekspertem, nie prowadzę żadnych grantowych badań, jednak wilki te znam, obserwuję w różnych miejscach terytorium i w różnym składzie liczebnym niemal... codziennie m. in. przy okazji realizacji autorskiego projektu foto-filmowego. Bardzo ciekawych spostrzeżeń zachowań bieszczadzkich wilków mamy już całe mnóstwo od cn. 5 lat. Również miejscowi choć też nie są badaczami, jednak naprawdę dużo widzą i wiedzą o nich. Jest sporo bardzo wiarygodnych i również potwierdzonych relacji, jak choćby to, że to zgrupowanie cn. 16-17 wilków (a niewykluczone, że więcej, bo są i tacy, którzy widzieli ponad 20) potrafi działać, w tym zwłaszcza polować, w samodzielnych autonomicznych podgrupach po kilka i więcej osobników przez szereg dni/tygodni. Te podgrupy jednak co jakiś czas spotykają się w granicach rozległego terytorium, w różnych jego miejscach i zgodnie bawią się, odpoczywają itp., co świadczy o ich zażyłości, a być może i pokrewieństwie, choć gotów jestem upierać się, że spora część z nich może wcale nie być ze sobą bezpośrednio spokrewniona i wygląda na to, że chyba jednak nijak mają się do tego wyniki badań białowieskich, które potwierdzają, że "klasyczne" kilkuosobnikowe watahy to ścisłe rodziny (w skrócie myślowym "para rodziców z dziećmi"). Musimy jeszcze skonfrontować liczne spostrzeżenia, ale po ostatnich rozmowach jestem niemal przekonany, że na terytorium tej watahy były 2 pary rodzicielskie (i 2 różne nory z młodymi). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wymaga dalszych obserwacji w tym i kolejnych sezonach, a pewnikiem badań naukowych, a nie moich domorosłych spostrzeżeń, osądów czy wręcz "fantazjowania";)
10.01.2019
Oryginalny post z ciekawą dyskusją znajdziesz tutaj!

Powered by SmugMug Log In