Bieszczadzcy Mocarze - Rok 2018 - Agata i Mateusz Matysiak

Tropem jeszcze gorącym

Najpierw gwałtem niebywałym wyskoczyła z lasu piekielnie przerażona łania. Totalnie mokra, kompletnie zdyszana, nienaturalnie wywalała pełnej długości język na sam wierzch, jakby zapobiegając zadławieniu się nim. Przysiadłem na plecaku robiąc sobie widokowy odpoczynek podczas kopnego mozołu śniegowej wędrówki, gdy ta prawie mnie stratowała i chyba nawet nie zauważyła. Wielkimi susami, co sił w badylach, przemknęła w stronę szumiącej w dole rzeki. Gdy ją zobaczyłem od razu wiedziałem, że to jej wyścig o życie, jej być, albo... nie przeżyć. Ledwie zdążyłem pochylić się nad sprzętem i odruchowo skorygować niedbale odłożoną na statywie kamerę, gdy wnet tym gorącym jelenim tropem zjawił się pojedynczy wilk. Drapieżnik jednak od razu mnie zauważył, acz nie zatrzymując się nawet i omijając niewielkim łukiem, popędził dalej jak po swoje.
Niestety nie wiem co było dalej. Jeżeli ją dopadł w pojedynkę to nigdzie blisko, bo krótko po tym polazłem ich tropem, ale trop łani urwał się na rzece, a po drugiej stronie znalazłem w kilku miejscach tylko "zbłąkane" tropy wilcze. Wyraźnie popędziła płytkim nurtem lub wytopionym brzegiem. Następnego dnia też nie znalazłem śladów polowania. Może jednak zwiała. Nie ta, to następna.
28.12.2018

Komu sianka pod wigilijny obrus?

Kto nie lubi poleżeć czasem na pachnącym sianie?! Dziś już niestety tylko nieliczni mogą się czasem oddać tej naturalnej, autentycznej, błogiej przyjemności. Święta Bożego Narodzenia są tym szczególnym momentem, w którym aromat siana powinien snuć się po domu wespół z zapachem choinki, ryb i grzybowej. To jego magiczna moc ma sprawić, by w naszych domostwach panował dobrobyt, dostatek i urodzaj, a jednocześnie skromność i prostota. Są takie miejsca w Bieszczadach, w których siano w balotach zostaje na zimę lub jest wykładane jako karma dla żubrów. Z założenia, dokarmianie rogatych mocarzy zimą, ma za zadanie utrzymać tych olbrzymich roślinożerców w umownych granicach ostoi i w dobrej kondycji. Ma również zapobiegać wędrówkom żubrów w miejsca potencjalnych konfliktów z ludźmi, np. z wizytą na polach uprawnych u rolników czy na leśnych uprawach. Taką zimową, pachnącą "stajenkę" regularnie odwiedzają jednak nie tylko żubry, ale również jelenie i inne zwierzęta. Za płową zwierzyną przybieżą i wilki 🐺🐺🐺 - jeleni "pastuszkowie". I te, choć z pewnością nie usiądą z nimi do wspólnego stołu, w ostatecznym rozrachunku, wbrew pozorom i niektórym zachowaniom w wyjątkowych warunkach i okolicznościach, zadbają o lepszą kondycję populacji zwierząt roślinożernych, przeprowadzając wśród nich niewątpliwą selekcję naturalną.
Zdrowych i radosnych Świąt 🎄🎄🎄, przepełnionych najlepszymi smakami, zapachami i doznaniami, ale przede wszystkim wzajemną życzliwością i szczerą empatią życzą wszystkim miłośnikom lasu, zwierząt, przyrody i Bieszczadów
Bieszczadzcy Mocarze
Agata Katafiasz-Matysiak i Mateusz Matysiak
23.12.2018

Kwiczoł na bieszczadzkich witaminkach

Bieszczadzkie tarki mają dużo witaminy C (6-20 mg/100 g owoców). Są bardzo zdrowe, idealne na soki i dżemy, a rozgrzewającą nalewkę w mroźny, zimowy wieczór trudno czymś lepszym zastąpić. Zmarznięte drozdy chyba coś o tym wiedzą, bo stołują się w nieprzebytych czyżniach całymi zimowymi dniami i stadami, łykając zgrabne, twarde, niebieskie śliweczki, jedna za drugą. Na dodatek, te jeszcze jesienią cierpkie i kwaśne pestkowce, po przemrożeniu na krzewach, stały się teraz słodkie i smaczne. Tak jak u nas, tak i u ptaków, zawarta w nich witamina C, czyli kwas askorbinowy, tworząc w organizmie tzw. układy oksydacyjno-redukcyjne, ma iście zbawienne działanie profilaktyczne i ochronne. Chroni bowiem ptaki przed wieloma szkodliwymi czynnikami, jak choćby przed azotanami i azotynami, cholesterolem, czy promieniowaniem jonizującym. Znacznie poprawia ich kondycję życiową i odporność na niskie i wysokie temperatury otoczenia, stany zapalne czy wszechobecny u ptaków stres. U ptaków "domowych", podwyższony poziom witaminy C może znacznie zmniejszać absorpcję siarczanu żelazawego, kadmu, magnezu, wapnia czy manganu z jelit, co zapobiega nadmiernemu obciążeniu organizmu tymi pierwiastkami*. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że witamina C odgrywa ważną rolę również wiosną, podczas składania jaj, bowiem zwiększa grubość skorupy, co staje się kluczowe dla udatności lęgów.
Na zdrowie Drozdy!
*"Synteza witaminy C w mięśniach szkieletowych i ścianie przewodu pokarmowego u kurcząt" (1998), Lechowski J. i inni
Agata i Mateusz Matysiak
21.12.2018

Winny ukarany?

Gazety piszą, że "turysta z Krakowa", którego przyłapałem na początku grudnia na fantazyjnym pędzeniu jeepem z komórką w ręku watahy wilków w Bieszczadach, został wczoraj przesłuchany w nadleśnictwie Lutowiska, przyznał się do winy i odpowie za dwa wykroczenia, za które zapłaci łącznie ok. 800 zł. W licznych komentarzach bardzo wzburzeni stwierdzacie, że te 800 zł to stanowczo za mało. A czy ktoś spodziewał się większej kary w tym przypadku? Jeżeli mam być szczery to, znając od podszewki praktykę egzekucji prawa ochrony przyrody, obawiałem się, że skończy się na 500 za wjazd do lasu. Myślę jednak, że ten ogólnopolski szum medialny, który miał miejsce przez kolejnych kilka dni (bo chyba żadne duże medium nie powstrzymało się od zdecydowanego głosu w tej sprawie) zrobił jednak swoje. Przynajmniej ja jako "świadek" i "dostawca dowodów", przebywający w "dzikim" terenie i próbujący fotografować przyrodę w tych dniach po zdarzeniu, miałem mediów, wszelkich doradców oraz agresywnego hejtu serdecznie dość. A w dalszej pracy szczęśliwie pomógł mi... brak zasięgu. Osobiście wychodzę z optymistycznego założenia, że ten skruszony ponoć człowiek głupcem nie jest, złych intencji nie miał a następnym razem 3 razy pomyśli i dzięki temu nie złamie bieszczadzkich zakazów, a zwierzynę uszanuje i będzie podziwiał z bezpiecznego dystansu. A jego potencjalni niechcący naśladowcy wykażą się rozsądkiem, rozwagą i strachem przed tym piekielnym, medialnym, bo przecież nie prawnym, obliczem. Czytam w gazecie, że moją szczerą nadzieję podziela również nadleśniczy z Lutowisk, który jednocześnie nawet chwali winnego za jego skruchę i wręcz apeluje do wszystkich, by nie obarczać tego człowieka winami wszystkimi za zło wyrządzane polskiej przyrodzie... Ot, co! Ciekawe tylko czy wilki poczują się teraz... BEZPIECZNIEJ?!
20.12.2018

Czarno na białym

Jakże dziwnie i nieswojo czuć się musi ten płochliwy dzięcioł czarny w bieszczadzkim, zimowym lesie, starannie zatopionym w śnieżno-mroźnym anturażu niemal absolutnej bieli. Pewnie niemniej fikuśnie i kuriozalnie niźli ten zając bielak, gronostaj czy jakaś łasica, która z natury swe futro zmienia na biało-zimowe, po to by pozostać niewidoczną i łowność swą dzięki tej zmianie zachować, a przychodzi jej polować w zimę czarną, zupełnie bezśnieżną. Znamienne i paradoksalne stało się to, iż obecnie następujące gwałtowne zmiany klimatu, postępują znacznie szybciej niż jakakolwiek ewolucja jest w stanie zareagować, by prawa natury samodzielnie i doraźnie regulować. Za człowiekiem nie nadąży już nic...
18.12.2018

Włóczywilki

Wilcze życie to niekończąca się odyseja, która bynajmniej wcale nie dotyczy tylko i wyłącznie młodych osobników, rekolonizujących podczas dyspersji dawne obszary powszechnego występowania. Te włóczykije, choć rodzinnie zawsze terytorialne, silnie związane ze stałym, rozległym rewirem, wydają się być w permanentnym ruchu. Najlepiej poznana przeze mnie wielka bieszczadzka wataha, w ostatnich latach licząca zawsze kilkanaście, a okresowo nawet ponad 🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺wilków, potrafi poruszać się po powierzchni zamykającej blisko 350 km kw. gór, lasów, połonin i dolin, po części współdzielonych z innymi watahami z sąsiedztwa. Zasadniczo właśnie z uwagi na konkurencyjność sąsiednich wilczych rodzin, ale i dużą zasobność żerowiska, zdecydowaną większość roku "moje" wilki starają się intensywnie dozorować areał nieomal trzykrotnie mniejszy, znajdujący się w centrum tego obszaru, stanowiący swoisty matecznik i główne łowisko w jednym. Praktyka jest taka, że utrzymanie nawet tych 120 km kw. "podwórza" w reżimie i harmonii, przy jednoczesnym, wysokim zapotrzebowaniu dużej rodziny na białko zwierzęce, nawet w przypadku tak perfekcyjnie zorganizowanych gospodarzy i świetnych przewodników stada, wymaga niebywale operatywnej, iście żywiołowej ruchliwości.
17.12.2018

Wilcze igrzyska

Zimę, śnieg i otwarte przestrzenie wilki wprost uwielbiają. W takich właśnie warunkach, gdy tylko pojawi się tam wyczekana chwila spokoju, dochodzi czasem zupełnie spontanicznie do wilczych igrzysk zimowych, podczas których rozrabiaki te z lubością nieomal demonstracyjną, oddają się swoim jakże autentycznym, rodzinnym szaleństwom, żywiołowym gonitwom i nieskrępowanym harcom. Gdyby nie fakt, że wilki są u nas od wieków prześladowane przez ludzi, z pewnością widywalibyśmy te piękne zwierzęta w pejzażu otwartych bieszczadzkich dolin znacznie częściej również w ciągu dnia. Natura wilków - towarzyskich latyfundystów, symbolizujących wolność i swobodę, przestrzeń i odwagę ściera się dziś z ich ostrożnością, skrytością i przezorną, odludzką lękliwością. Ten wyjątkowy dla mnie kadr, wprost przepełniony wilczą idyllą, miałem przyjemność popełnić w trakcie grudniowych, dyskretnych i cierpliwych obserwacji dużej* watahy przebywającej przez dziewięć kolejnych dni w obszarze jednej z bieszczadzkich dolin. Dodam tylko, że zwierząt tych w żaden sposób nie zachęcałem do współpracy fotograficznej, a co ważniejsze, nie nękałem ich również poprzez prześladowcze tropienia, których wilki wyraźnie nie lubią, a gości nieproszonych z dużą łatwością wykiwać potrafią.
*W poszczególnych dniach, nie licząc dnia ostatniego, gdy widziałem już tylko 🐺🐺🐺 wilki, zwarta wataha liczyła od 🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺 do aż 🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺 tych wspaniałych, demonizowanych drapieżników.
15.12.2018

Nos w nos

Wilki z jednej watahy mają ze sobą zawsze bardzo bliski i bezpośredni kontakt. Co rusz stają ze sobą oko w oko i nos w nos. Serdecznym powitaniom członków rodziny nigdy nie ma końca, choćby to była nawet chwilowa rozłąka. Wilki łudząco przypominają mi w tym naszego "Ohara" - hawańczyka będącego dla mojej rodziny niedoścignionym wzorem okazywania swego oddania, wierności, szczerej lojalności i nieprzymuszonej pokory, czy wreszcie niczym nieskrępowanego szczęścia i radości. Taką spontaniczną radość pies okazuje nawet po najkrótszym rozstaniu z nami. Rodzinna zażyłość w wilczej rodzinie przejawia się w postaci dotykania się, ocierania, podgryzania, lizania, przyjaznego naskakiwania na siebie i obejmowania łapami, czy wręcz sportowych zapasów i wspólnych gonitw. Podobnie robi to "Ohar" w stosunku do nas w zabawie i przy innych, najróżniejszych okazjach. U wilków, cała ta intymność zawsze zmierza do nieustającego integrowania się, ale i stałego hierarchizowania członków watahy. Te teatralne pojedynki o pozycję w wilczej społeczności są procesem nieskończonym. O bliski kontakt szczególnie zabiega wówczas, swoją emanowaną uległością i okazywanym poddaństwem, osobnik młodszy lub słabszy, który bada w ten sposób nastrój pobratymców, aktualny stan rodzinnych uczuć, stosunków i zależności, ale i doraźnie kontroluje swoją pozycję w stadzie. "Ohar" również zna dobrze swoje miejsce w naszym domu i rodzinie, co wcale nie przeszkadza mu, by na bieżąco monitorować czy nawet próbować korygować swoje położenie w swojej grupie:)
13.12.2018

Idę spać!

Nastanie już drugiej zimy w pierwszej połowie grudnia w Bieszczadach, sprawia, że kolejne niedźwiedzie położą się spać. Najbardziej zdeterminowane i określone w tej sezonowej czynności są dorosłe samice w ciąży. One bez względu na kapryśność zimowej aury czy też dostępność pokarmu i związane z tym niedźwiedziowe zachcianki, w większości są już w swoich przytulnych gawrach. Te opuszczą dopiero na przedwiośniu i to w rozkosznym towarzystwie radosnych maluchów. Jak co roku część niedźwiedzi pozostanie jednak stale aktywna, przemieszczając się w poszukiwaniu pokarmu, co najwyżej pokładając się na krótko, nierzadko zmieniając swoje tymczasowe legowiska.
12.12.2018

Rzut oka na wilczy pejzaż nostalgiczny

Wilki są nie tylko wybitnymi i bardzo ruchliwymi tropicielami, ale i wytrwałymi i wyśmienitymi obserwatorami. Wilcze terytorium wypełnia gęsta sieć niezliczonych, regularnie znakowanych wilczych ścieżek, kluczących pośród leśnych ostoi dużych roślinożerców i wiodących wzdłuż rzek, dróg i w poprzek jelenich weksli. Tak, jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak i wilcze szlaki zawsze zmierzają ku ulubionym miejscom spotkań, skutecznych polowań (nad rzecznymi urwiskami, w jarach, na leśnych siatkach czy choćby w gęstych tarninowiskach), ale też ku zacisznym kryjówkom spokojnego wypoczynku. Punkty zaś "węzłowe" to najlepsze stanowiska widokowe z możliwością rozległej obserwacji terenu łowieckiego. Przy odrobinie szczęścia i dobrej znajomości wilczego terytorium oraz preferencji miejscowej watahy, kierując się nosem tropiciela, w dni wilczej aury, miewam niewątpliwą przyjemność podglądu, czasem z całkiem bezpiecznego dla wilków dystansu, kolejnych poczynań zgranej i chytrej watahy. Wilki, głęboko i trwale wpisane w bieszczadzki pejzaż nostalgiczny, potrafią wtedy, ku mojej dzikiej fotoprzyrodniczej radości, niezwykle malowniczo się objawiać.
11.12.2018

Ogniste palisady modrzewiowych świec...

Ogniste palisady modrzewiowych świec płonących o wschodach i zachodach późnojesiennych dni, poczyna naturalnie ugaszać kolejny zimowy śnieg. Efemeryczne iskierki skrzących się dotąd igieł opadają solidarnie z drzew, a obnażone z tych krzykliwych, jesiennych szat, szpilkowe, szarzejące golasy niechybnie przykryć winna już wkrótce trwalsza biała peleryna. Oby, aż do przedwiośnia!
10.12.2018

Jak pies z kotem

Jak pies z kotem, czyli wilczy epilog...
Przyszedł dzień, że i wilki w odruchu przekląłem, choć wydawałoby się to dla takiego wilczarza jak ja, absolutnie niedorzeczne... W czasie tegorocznego, iście zimowego przełomu listopada i grudnia popełniłem swój osobisty rekord. Dziewięć kolejnych, zjawiskowych dni, spędzonych z wilczą rodziną zupełnie na dziko, wbrew irytującym opiniom "wszechwiedzących" niedowiarków, pod gołym niebem, bez czatowni i jakiegokolwiek nęcenia, wabienia czy wreszcie bez nękania bezpośrednim tropieniem, to był dla mnie czas tak spontaniczny, jak i zaskakująco powtarzalny, a wreszcie całkiem przewidywalny. Począwszy od pierwszego śnieżnego dnia, kiedy to wataha pojawiła się absolutnym przypadkiem tuż za moimi plecami, gdy na skraju bardzo popularnej wśród bieszczadzkich piechurów otwartej doliny, fotografowałem żerujące w tarninach drozdy z Północy. Wilki towarzyszyły mi (bo chyba nawet bardziej niż ja im) przez dziewięć, cudownych, kolejnych, przygodowych dni. Te fascynujące, długie, (nie)cierpliwe godziny, spędzone "z wilkami" w bardzo różnych warunkach, stanach, pozycjach, odległościach, w zależności głównie od pogody, zwłaszcza od kierunku wiatru, ale i aktualnej lokalizacji zwierząt w obrębie doliny, niewątpliwie bardzo fartownie umożliwiły mi liczne obserwacje, fotografowanie i filmowanie wilków, zarówno w ich wysokiej aktywności w obrębie "jaru obfitości", w którym upolowały kolejno dwa jelenie, a być może i dzika (co wcale niejednoznacznie ustaliłem na podstawie fragmentów niedojedzonych kości, po ich odejściu z doliny), niezliczonych potyczek drapieżników o resztki zdobyczy roznoszonych z rzadka po różnych miejscach doliny, niekończącego się ustalania wilczej hierarchii, dziesiątków przemarszów wte i wewte w przeróżnych, doraźnych celach i składzie rodzinnym, wreszcie dłużących się stanów rozmaitego "letargu", odpoczynków i wilczych sjest, z błogim snem w starych balotach siana na codzienną dokładkę... przerywanym na kolejne, mniej lub bardziej zażarte utarczki, ale i igraszki swawolne i wesołe "psie" zabawy na skrzącym śniegu. Poprzez słoneczną, mroźną sobotę, kiedy to jeden z wilków totalnie mnie zaskoczył, bo postanowił poprzyglądać mi się z bliska. Następnie trudną niedzielę pełną emocji złych i odczuć mieszanych, najpierw z niewinnym przejściem nieświadomej pary turystów z małym pieskiem bez smyczy (wilki zauważyły ich w odległości zaledwie ok. 300 m, mimo to postanowiły kontynuować sen w balotach!), a wieczorem z tą feralną pogonią "słynnego jeepa" za watahą, po której zamęczyć mnie chciały media, a zjeść żywcem (kierowcę i mnie) nie wilki, a okołofejsbukowe towarzystwo reagujące wręcz histerycznie i zupełnie nieadekwatnie. Aż po ten dzień, w którym widziałem w tym miejscu ostatnie trzy młodociane osobniki, które zanim zniknęły w lesie zapewne tropem swojej watahy, poszukującej "nowego", atrakcyjnego terenu łowieckiego na kolejne dni, zdążyły jeszcze pogonić mi stamtąd, polującego na myszy... kota! Ale jakiego kota?! Kota niezwyczajnego, bo starego, skrytego, płochliwego, dzikiego, leśnego, zielonookiego ZDEBA, czyli największego, najtłustszego, jakiego dotąd widziałem w moich magicznych Bieszczadach, żbika.
10.12.2018

Wataha. Dzień szósty.

Wataha. Dzień 6. Szlag mnie dziś ciężki trafił i puścić nie chce. Przykro o tym pisać, ale złość, gniew, irytacja, by kolokwialnie nie rzec wku.w, ni diabła przemilczeć nie pozwolą! Bieszczady od kilku lat "dzikie inaczej" (od dzikich turystów rzecz jasna, bynajmniej nie od dzikich zwierząt jak niegdyś) dają się coraz częściej we znaki przyrodzie... Otóż nie mieliśmy dziś z watahą dobrego wieczoru. I pół biedy z moim całodniowym, zmarnowanym wyczekiwaniem w przeklętym wietrze na jakikolwiek ruch słodko śpiących cały dzień wilków. Ale bezczelnemu, bezpardonowemu Krakusowi w wyprawowym grand cherokee'm z szeroko uśmiechniętą pasażerką, odpuścić nie sposób. Bo czy ktoś taki, kto gania na pełnym gazie watahę wilków po bieszczadzkich, chronionych bezdrożach (z dala od dróg i stokówek) zasługuje na milczenie i bezczynność?!
02.12.2018
Mój oryginalny post z dyskusją znajdziecie tutaj!

Wot maładiec czy wścibski burek? Wataha. Dzień Piąty.

Wilki znane są z niezwykłej czujności, rozwagi, przezorności, ostrożności, czy wreszcie rozsądnej płochliwości, tymczasem zdarza się, że niektóre z nich "gubi" zwyczajna ciekawość. Gdy kolejny, piąty już dzień, od świtu do zmierzchu spędzałem w pobliżu watahy stacjonującej w obrębie jaru "obfitości"(*), za każdym razem podczołgując się do nich od bladego świtu, w śniegu, bez ukrycia i specjalnego maskowania, korzystając jedynie z osłony wyjątkowo nieprzyjaznych tarnin(**), wzbudziłem w końcu niepohamowaną i stanowczo nieskrępowaną ciekawość jednego z wataszków. Dzisiejszy dzień chylił się ku zachodowi, a wyeksponowana w tle buczyna na zboczu góry świeciła resztami różowiejącego brązu, gdy ten młody, urodziwy, bury mężczyzna nagle podszedł do mnie na "bardzo pełen kadr":) Precyzyjnie mierząc i wnikliwie badając wzrokiem, zachodził mnie to z lewa, to z prawa, to od góry, to od dołu. I to wszystko chyba tylko po to, by pojąć, co tak się czai pod krzakami i cichutko "popstrykuje", albo i po to, by sprawdzić czy to coś nie chce przypadkiem dobrać się do wataszej zdobyczy. A nóż to coś zacznie uciekać i też da się upolować? Ha! Może, po pięciu dniach mojego wilczego "plażowania", niczym po pierwszym zdanym wilczym egzaminie wstępnym, to jednak miał to być werbunek do watahy?;)))(***) (*)nie wiem co upolowały, ale wnioskuję, że coś dużego, albo więcej niż jedną zdobycz; (**)oj, te tarkowe, głębokie noakłucia ciężko się goją i będą bolały przez cn. kilka dni przypominając wilcze dni; (***)mam nadzieję, że ten codzienny, dziewięciogodzinny wilczy "plażing" na śniegu i mrozie (dziś o świcie w wilczej dolinie było 25 mrozu) nie zaszkodził mojej głowie, bo wilka dostałem na pewno!;)
01.12.2018

Śniadanie po bieszczadzku

Cierpkie i sine, na mrozie i w cierniach, a jednak takie śniadanko dla strudzonego długą i wyczerpującą wędrówką droździka okazuje się bardzo przydatne, całkiem wartościowe, odżywcze i zdrowe. Uczmy się codzienności od zwierząt, cieszmy się i rozsmakowujmy tym, co mamy w swoim zasięgu...
29.11.2018

Biała sjesta

Wilki zachowują czujność nawet podczas odpoczynku. Do dyspozycji mają dobry wzrok, rewelacyjny słuch i fenomenalny węch. Ten mają ponoć 100 razy lepszy niż węch człowieka, a to głównie za sprawą ogromnej liczby, ponad 200 milionów komórek węchowych, zlokalizowanych w nosie. Jak się jednak okazuje w praktyce, karty rozdaje wiatr, który przemieszcza wyczuwalne dla wilków zapachy na duże odległości, o ile... wieje wilkom w nosy:) Te 🐺🐺 wilki szczęśliwie przyszły do mnie z wiatrem i mimo, iż przycupnąłem bez maskowania na skraju zarośli, zaledwie kilkadziesiąt metrów od tego miejsca, nie wyczuły mnie. Wiatr, mroźny i dokuczliwy bardzo dziś przeklinałem, całkiem podobnie jak wczoraj Mojego Czarnego Brata Kruka. Chyba przestanę przeklinać...
28.11.2018

Całkiem bura ponowa z perspektywy tarninowego wzgórka

Teraz to już spokojnie nie można sobie nawet drozdów opychających się ciarkami podpatrzeć z bliska, bo wnet zjawia się jakaś tam wataha 🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺🐺wilków, którą dumnie pilotuje gwarny książę kruk, popłoch siejąc w całej tej tarninowej menażerii, przez co do szewskiej pasji mnie doprowadzając;) I pomyśleć, że gdyby nie to dobitne obwieszczenie Mojego Czarnego Brata, któremu w pierwszej chwili złorzeczyłem sakramencko, to i pewnie kolejną godzinę odsiedziałbym daremnie w tej ośnieżonej, paskudnie zimnej tarninie, licząc naiwnie na jakieś dobre ujęcia owocowych głodomorów, marnotrawiąc w ten sposób całkiem nieumyślnie zachwycającą wilczą sjestę, która tuż za moimi plecami poczęła się odbywać. Dzięki Ci, o Panie Kruku!
27.11.2018
Post oryginalny FB z komentarzami znajdziesz tutaj!

Tchnienie zimy i... tarniny

Wraz z dzisiejszym tchnieniem zimy w Bieszczadach pojawiły się liczne stada wygłodniałych drozdów. Obficie owocujące tarniny, ciągle jeszcze pełne całkiem odżywczych śliwek, czekały na ich przybycie. Dla wielu gatunków ptaków będą one przez całą zimę źródłem wartościowego pokarmu. Dla tarnin zaś drozdy stanowią transport zasiewu na większe odległości. I ja bardzo lubię zakąszać tarkami podczas całodniowego szwendania się po dolinach. Te cierpkie, kwaśne śliwki, stają się całkiem smaczne, słodkawe po ich przemrożeniu. Spróbujcie sami, tylko uwaga na pestki, których nie wolno łykać! Bardzo trudno odchodzą od cienkiej warstwy miąższu, mają niemiłą dla języka i podniebienia chropowatość, ale przede wszystkim zawierają duże ilości glikozydów cyjanogennych (amigdalina, sambunigryna, prunazyna), które w wyniku tzw. hydrolizy enzymatycznej tworzą śmiertelnie trujący cyjanowodór (HCN)! Ten sam, z którego produkowano znany niemiecki insektycyd pod nazwą "Cyklon B", zastosowany podczas II wojny światowej w obozach zagłady.
26.11.2018

Władcy śnieżnej zamieci

Wielki Rabe wnet się zjawi pod postacią boga bieszczadzkiej zimy. Bowiem śnieżną bielą to czerń Jego włada skrzydlata i buńczuczna. Niechybnie, szponem drapieżnym, niczym czarodziejską różdżką, ześle zamieci gwałtem w góry zimę, przykrywając je srogą, z pozoru jeno senną i nieskazitelną, acz nadobną, obłą, zwiewną pierzyną. Co przez łaskawe lato rzewnie tryskało zielenią soczystego życia, we śnie w śniegach nieprzebytych zmorzone i lodów grubaśnych zmarzlinie zastygnie, z nieśmiertelną nadzieją na kolejne przedwiosenne zaranie.
18.11.2018

Połoninowy gobelin

Czy ta spektakularna otwarta przestrzeń połonin wraz z porastającymi je zbiorowiskami muraw alpejskich i subalpejskich, która gwarantuje nam szeroki dostęp do najpiękniejszych bieszczadzkich panoram, ma szansę trwać w stanie bezleśnym tylko, jeżeli Bieszczadzki Park Narodowy zaprosi wnet górali i przywróci nań wypas owiec...
Ciekawy jestem Waszych opinii na temat potrzeby ochrony krajobrazu kulturowego w Bieszczadach?
10.11.2018

Złotej jesieni moc

Raptowne oko w oko ze skonsternowanymi bieszczadzkimi, mocarnymi "rogaczami", to rzeczy siłą jest dla mnie zawsze przeżycie duże, zwłaszcza, gdy ma ono miejsce na rozległym, otwartym terenie, bez "drzew bezpiecznej ucieczki". Z pozoru spokojne żubry, o ile wreszcie postanowią ostatecznie ewakuować się z miejsca tak bliskiego spotkania, potrafią wpierw zafundować bardzo wymowny pokaz swojej niekwestionowanej wielkości, siły i stanowczości. Formują wtedy szyki obronne, gapią się czujnie prosto w oczy, sapią, czasem zrywają spod racic murawę czyniąc to z groźnie pochylonymi łbami, wreszcie nawet pozorują szarżę obronną w kierunku intruza. A wszystko to z naszym sercem na naszym ramieniu;)
07.11.2018

Spektakl bieszczadzkiego kataklizmu

Zjawiskowy spektakl, który rozgrywał się tego gorącego sierpniowego wieczoru na bieszczadzkim horyzoncie w postaci kształtnej, dynamicznej iluminacji zbliżającej się niedźwiedziej nawałnicy w kontrze pospiesznie zachodzącego Słońca, w pierwszym, bezwolnym odruchu przywołał mi na myśl największe zagrożenie bytu dzisiejszego świata z rozwiązaniem ostatecznym. Błyskawicznie urastające monstrum efekciarsko różowiejącego kowadła, niczym przerażający grzyb atomowy, konsekwentnie podążało ze wschodu w moją stronę pogrążając mnie w narastającym niepokoju nieuchronnie zbliżającego się kataklizmu. Zupełnie bezradny Otryt, a pod nim małe krywlańskie wzgórze z ruinami cerkwi, w żadnym razie nie opierały się gigantowi zstępującemu z niebios. Przy nim nawet najbardziej koszmarne historie wojennego Bieszczadu mogły przecież stracić swoją potworność i tragiczność... Na całe szczęście ten demoniczny Mocarz to nic innego jak wielki i piękny Cumulonimbus capillatus - fotogenicznej urody chmura burzowo-szkwałowa, która zupełnie nieszkodliwie rozbudowała się na bieszczadzkim, wieczornym niebie 17. sierpnia 2018 r. i była najpiękniejszym "grzybem", jakiego kiedykolwiek "znalazłem" w dotychczasowym życiu.
06.11.2018

Jesienne spojrzenia małego łowcy

Mimo, iż widuję się z sóweczkami w lesie co rusz, niezmiennie intrygują mnie przeszywające spojrzenia tych małych, charyzmatycznych łowców, niby pozornie obojętnych na mnie i zdystansowanych do otoczenia, a jednak bacznych i wybitnie spostrzegawczych.
Polujące sóweczki, chytrze łypiące na wszystko, co podejrzanie przemknie lub zaszeleści w leśnym runie, z największym entuzjazmem rejestruję właśnie w takim strojnym anturażu polskiej złotej jesieni.
03.11.2018

Fot. 3. Nie wiem dlaczego, ale ta wiercipięta, która czasem energicznie podryguje swoim sztywnym ogonkiem, niemalże w takt ostrzegawczego chóru skrajnie zdenerwowanej leśnej braci skrzydlatej, przypomina mi trochę wędkarza muchowego nieustannie zarzucającego sztuczną przynętę na rwącej górskiej rzece, aż do momentu złowienia zaintrygowanej ofiary.
31.10.2018

Bieszczadzka gorączka złota

Tegoroczna jesienna aura wybitnie sprzyjała turystyce. I jakkolwiek w pełni rozumiem fascynację Bieszczadem, znam to przecież doskonale z autopsji, to jednak nagła moda na gorączkę złota, objawiająca się totalnym oblężeniem bieszczadzkich "kurortów", całkowitym zakorkowaniem gór i lasów okrytych brunatniejącym piernatem, smrodliwym paraliżem na lokalnych drogach, szlakach, sklepach, i i to wcale nie tylko w dni wolne od pracy, z powszechniejącym i lekceważącym rozlewaniem się tłumów poza te szlaki i miejsca wyznaczone, ale i łażeniem "bies-ceprów" po nocach, po zmroku i na długo przed świtem, ku widocznemu przerażeniu przepłoszonej zwierzyny, autentycznie przeraziły i spłoszyły również mnie... Jak donosi Bieszczadzki Park Narodowy, w tym roku padł kolejny rekord nawałnicy turystów. Co dalej Bieszczady?:(
01.11.2018

Fot. 1 (od lewej) - pobocza drogi z zakazem wjazdu w Wołosatem, szczelnie zastawione samochodami bieszczadzkich turystów, którzy wyruszyli na Tarnicę, Halicz lub Rozsypaniec 14.10.2018;

Fot. 2 - kilkuset turystów tłoczących się na szczycie Tarnicy 14.10.2018;

Fot. 3 (po prawej) - zakorkowane serpentyny na Przełęczy Wyżnej (Nad Berehami) 15.10.2018.

Pater i frater?

Jak tylko kruki dostrzegą orła zbliżającego się do padliny, przy której ucztują, rozpoczyna się wrzaskliwa zadyma. Z resztą już po chwili, nim i ja, czatując w ukryciu, spostrzegam przyczynę, wiem po tym kruczym rajcowaniu, kim jest ów powód. Bowiem tylko dorosły orzeł przedni może wywołać takie gwałtowne eksplozje kruczych emocji. Nagle pojawiające się na łące wilki czy niedźwiedzie nie zrobią na krukach większego wrażenia. Żadnej kruczej reakcji nie wywoła myszołów, czy nawet stado największych orlików. Bielik może z rzadka uczynić małą kołomyję, ale tylko, gdy pojawi się nagle, choć temu dość ociężałemu cyklopowi akurat raczej trudno zaskoczyć bystrych oficerów dyżurnych. Nadchodzący zaś intruz dwunożny powoduje, że kruki wpierw hałaśliwie oblatują szeroki rewir, a gdy ten natrafi na ich łup, znikają gdzieś w większości na długo. I choć żaden z łakomych padlinożerców nie jest mile widziany przy kruczym stole, to jednak tylko Ten Jeden, Najprzedniejszy z Przednich, Król Złotogrzywy, może wywołać szewską pasję kruków i wzbudzić ich prawdziwy respekt. W końcu to on właśnie potrafi czasem znienacka uszczuplić szeregi czarnego zakonu, by wzbogacić swoją codzienną dietę i przypomnieć o obowiązującej wśród Biesów hierarchii. Kruki jednak dobrze wiedzą, że dokuczliwym nękaniem złaknionego orła mogą pozbyć się poważnej konkurencji przy martwym jeleniu, ale i skutecznie zniechęcić swojego groźnego prześladowcę. Znają możliwości orłów, ale wierzą w tej fobii w swój stadny spryt i czasem podejmują ryzyko. Impulsywne natręctwo z reguły opłaca się, bowiem król uwielbia spokój i nawet, gdy jest bardzo głodny to w obawie o swój majestat, potrafi zrezygnować z posiłku "przygotowanego" przez wilki. Koniec końców jest przecież świetnym myśliwym. W bieszczadzkim łowisku pełnym potencjalnych ofiar poradzi sobie i bez takiej pozornej łatwizny.
04.11.2018

Stadny strojniś

Utrzymanie chmary łań wymaga od byka mocnego, groźnego, zarazem uwodzicielskiego brzmienia, najwyższej dyspozycji fizycznej, ciągłej aktywności, krzepy, bystrości i szybkości, ale również niegasnącej atrakcyjności poprzez przyozdabianie wieńca w kokieteryjne peruki, choćby nawet z balotowych oplotów.
30.10.2018

Laur Kultury dla Bieszczadzkich Mocarzy!

Bieszczadzcy Mocarze wyróżnieni w Wielkopolsce!
Prestiżowy Laur Kultury 2018 to nie tylko zaszczytne wyróżnienie dla nas, ale przede wszystkim uznanie dla wyjątkowego piękna i wartości przyrodniczej Bieszczadów.
Serdecznie dziękujemy!
30.10.2018

"Za umiejętność okiełznania przyrody aparatem i przekaz dla autora wywołujący tyleż zachwytów nad jej pięknem, co refleksji nad potrzebą jej ochrony, za sukcesy Laur Kultury 2018 Starosty Ostrowskiego otrzymał Mateusz Matysiak. Pochodzący z Przygodzic, twardy facet, a jednocześnie sentymentalny smakosz natury, który potrafi całymi dniami w bezruchu i starannym maskowaniu przesiedzieć w skrajnie trudnych warunkach tylko po to, by uwiecznić tę jedyną scenę z życia rzadkich i płochliwych zwierząt. W ostatnich latach całkowicie oczarowany Bieszczadami, w których oddał się uwiecznianiu rytmów natury magicznej przyrody i niezwykłych ludzi, a część plonu tej pracy można obejrzeć m.in. na profilu Bieszczadzcy mocarze. Warto ten adres dodać to ulubionych. Kieruje także agencją fotografii ptaków oraz wspólnie z żoną bazą fotografii w ogóle. W fotografowaniu osiągnął mistrzostwo za co zdobył m.in. tytuł Fotografa Roku Związku Polskich Fotografów Przyrody."
Paweł Rajski - Starosta Powiatu Ostrowskiego

Zobacz fotorelację z wręczenia lauru!

Jaro w jarze

Jaro? Mój starszy braciszek to przecie chłop na schwał. Ale ten sam Jaro w jarze potoku Roztoki to już całkiem mikrus;) Bo tu przyroda pięknym lasem stoi i gdzie nam maluczkim do tej monumentalnej, niebosiężnej, mocarnej puszczy?
Na jesiennej fotografii - pod jodłą przystanął zachwycony i zdumiony Jarosław Matysiak
24.10.2018

Ryszard - Arcyksiążę bieszczadzkiej nocy

Nasze drogi są dla Bieszczadzkich Mocarzy ważnymi trasami wygodnych wędrówek dobowych, zwłaszcza w nocy i przed świtem, gdy ruch samochodowy jest na nich znikomy. Wszystkie One bez wyjątku zdają się chętnie z nich korzystać, omijając w ten sposób gęste zarośla, grząskie mokradła czy kopne śniegi, "skracając sobie weksle". Mocarz najelegantszy ze wszystkich jest również i w tym względzie absolutnie szczególny. Zdumiewające jest bowiem to, że takiemu staremu, doświadczonemu piechurowi nawet światła naszego samochodu zdają się w tym w tym jakoś szczególnie nie przeszkadzać. Przekonałem się o tym, gdy ostatnio, kolejny już raz, natknąłem się na tego arcyksięcia w cętkowanej sukmanie migrującego nocną porą poboczem bieszczadzkiej szosy w dolinie rzeki. Mocarz ten, nie przejmując się moją wielką, warczącą, świecącą maszyną, pilotował mnie kilkaset metrów, przekraczając w tym czasie parokrotnie asfalt, by w końcu niespiesznie zejść z oświetlonego przeze mnie korytarza i rozpłynąć się w smolistych ciemnościach lasu...
Do kolejnego zobaczenia!
23.10.2018

Tu byłam. Słonka.

Bieszczady. Potok Hylaty przepływa przez podmokłą olszynkę. Odsłonięta, świeża namulina na brzegu wody z głębokimi, okrągłymi otworkami układa się w charakterystyczne łukowate, wykropkowane wzory, niczym fragmenty pisma Braille'a. Obok wyraźny, autentyczny podpis ptasią, "bekasowatą" łapą. Ta błotna sygnaturka w takim miejscu to niewątpliwie ślady po kolacji długodziobej słonki skrupulatnie sondującej wilgotne fragmenty pulchnego gruntu w poszukiwaniu dżdżownic i innych bezkręgowców, które sprawnie łapie w głębi ziemi rozchylając jedynie końce dzioba.
11.10.2018

Jesienna pocztówka z Kruczych Gór

Bieszczady to także Krucze Góry. Te czarne, posępne i skalane. O haniebnie mrocznych, powikłanych, opłakanych dziejach. O smolistych, zimnych nocach, a dniach chmurnych, mglistych, rozbrzmiewających grobowym, złowieszczym krukaniem. Bez reszty sprzeczne z większością dzisiejszych kolorowych, radosnych, słonecznych i ciepłych obrazków z mądrymi krukami.
08.10.2018

Gody nadobne

Nie miały w tym roku zbyt wiele słonecznej aury podczas rójki te ciepłolubne bieszczadzkie klejnoty, zwłaszcza, że jak wszystko w tym "szybkim sezonie", odbyła się one wcześniej niż zwykle. Pełnia godów unikatowych nadobnic alpejskich (Rosalia alpina), mimo wyjątkowo deszczowej, choć ciepłej aury, przypadła na mokry lipiec. Chrząszcze reagowały błyskawicznie na każde sprzyjające okno pogodowe, by w pełni wykorzystać ten swój jedyny, krótki czas miłości na bukowym łonie. A oto zjawiskowa para zakochanych chrząszczy spotkana "gdzieś w Bieszczadach" przy leśnej stokówce na bukowych drwach.
Agata i Mateusz Matysiak
02.09.2018

Powered by SmugMug Log In