Bieszczadzcy Mocarze - Agata i Mateusz Matysiak

Zapraszamy na nasz fanpage Bieszczadzcy Mocarze na facebook'u!

Władcy śnieżnej zamieci

Wielki Rabe wnet się zjawi pod postacią boga bieszczadzkiej zimy. Bowiem śnieżną bielą to czerń Jego włada skrzydlata i buńczuczna. Niechybnie, szponem drapieżnym, niczym czarodziejską różdżką, ześle zamieci gwałtem w góry zimę, przykrywając je srogą, z pozoru jeno senną i nieskazitelną, acz nadobną, obłą, zwiewną pierzyną. Co przez łaskawe lato rzewnie tryskało zielenią soczystego życia, we śnie w śniegach nieprzebytych zmorzone i lodów grubaśnych zmarzlinie zastygnie, z nieśmiertelną nadzieją na kolejne przedwiosenne zaranie.

Połoninowy gobelin

Czy ta spektakularna otwarta przestrzeń połonin wraz z porastającymi je zbiorowiskami muraw alpejskich i subalpejskich, która gwarantuje nam szeroki dostęp do najpiękniejszych bieszczadzkich panoram, ma szansę trwać w stanie bezleśnym tylko, jeżeli Bieszczadzki Park Narodowy zaprosi wnet górali i przywróci nań wypas owiec...
Ciekawy jestem Waszych opinii na temat potrzeby ochrony krajobrazu kulturowego w Bieszczadach?

Złotej jesieni moc

Raptowne oko w oko ze skonsternowanymi bieszczadzkimi, mocarnymi "rogaczami", to rzeczy siłą jest dla mnie zawsze przeżycie duże, zwłaszcza, gdy ma ono miejsce na rozległym, otwartym terenie, bez "drzew bezpiecznej ucieczki". Z pozoru spokojne żubry, o ile wreszcie postanowią ostatecznie ewakuować się z miejsca tak bliskiego spotkania, potrafią wpierw zafundować bardzo wymowny pokaz swojej niekwestionowanej wielkości, siły i stanowczości. Formują wtedy szyki obronne, gapią się czujnie prosto w oczy, sapią, czasem zrywają spod racic murawę czyniąc to z groźnie pochylonymi łbami, wreszcie nawet pozorują szarżę obronną w kierunku intruza. A wszystko to z naszym sercem na naszym ramieniu;)

Spektakl bieszczadzkiego kataklizmu

Zjawiskowy spektakl, który rozgrywał się tego gorącego sierpniowego wieczoru na bieszczadzkim horyzoncie w postaci kształtnej, dynamicznej iluminacji zbliżającej się niedźwiedziej nawałnicy w kontrze pospiesznie zachodzącego Słońca, w pierwszym, bezwolnym odruchu przywołał mi na myśl największe zagrożenie bytu dzisiejszego świata z rozwiązaniem ostatecznym. Błyskawicznie urastające monstrum efekciarsko różowiejącego kowadła, niczym przerażający grzyb atomowy, konsekwentnie podążało ze wschodu w moją stronę pogrążając mnie w narastającym niepokoju nieuchronnie zbliżającego się kataklizmu. Zupełnie bezradny Otryt, a pod nim małe krywlańskie wzgórze z ruinami cerkwi, w żadnym razie nie opierały się gigantowi zstępującemu z niebios. Przy nim nawet najbardziej koszmarne historie wojennego Bieszczadu mogły przecież stracić swoją potworność i tragiczność... Na całe szczęście ten demoniczny Mocarz to nic innego jak wielki i piękny Cumulonimbus capillatus - fotogenicznej urody chmura burzowo-szkwałowa, która zupełnie nieszkodliwie rozbudowała się na bieszczadzkim, wieczornym niebie 17. sierpnia 2018 r. i była najpiękniejszym "grzybem", jakiego kiedykolwiek "znalazłem" w dotychczasowym życiu.

Jesienne spojrzenia małego łowcy

Mimo, iż widuję się z sóweczkami w lesie co rusz, niezmiennie intrygują mnie przeszywające spojrzenia tych małych, charyzmatycznych łowców, niby pozornie obojętnych na mnie i zdystansowanych do otoczenia, a jednak bacznych i wybitnie spostrzegawczych.
Polujące sóweczki, chytrze łypiące na wszystko, co podejrzanie przemknie lub zaszeleści w leśnym runie, z największym entuzjazmem rejestruję właśnie w takim strojnym anturażu polskiej złotej jesieni.

Fot. 3. Nie wiem dlaczego, ale ta wiercipięta, która czasem energicznie podryguje swoim sztywnym ogonkiem, niemalże w takt ostrzegawczego chóru skrajnie zdenerwowanej leśnej braci skrzydlatej, przypomina mi trochę wędkarza muchowego nieustannie zarzucającego sztuczną przynętę na rwącej górskiej rzece, aż do momentu złowienia zaintrygowanej ofiary.

Bieszczadzka gorączka złota

Tegoroczna jesienna aura wybitnie sprzyjała turystyce. I jakkolwiek w pełni rozumiem fascynację Bieszczadem, znam to przecież doskonale z autopsji, to jednak nagła moda na gorączkę złota, objawiająca się totalnym oblężeniem bieszczadzkich "kurortów", całkowitym zakorkowaniem gór i lasów okrytych brunatniejącym piernatem, smrodliwym paraliżem na lokalnych drogach, szlakach, sklepach, i i to wcale nie tylko w dni wolne od pracy, z powszechniejącym i lekceważącym rozlewaniem się tłumów poza te szlaki i miejsca wyznaczone, ale i łażeniem "bies-ceprów" po nocach, po zmroku i na długo przed świtem, ku widocznemu przerażeniu przepłoszonej zwierzyny, autentycznie przeraziły i spłoszyły również mnie... Jak donosi Bieszczadzki Park Narodowy, w tym roku padł kolejny rekord nawałnicy turystów. Co dalej Bieszczady?:(

Fot. 1 (od lewej) - pobocza drogi z zakazem wjazdu w Wołosatem, szczelnie zastawione samochodami bieszczadzkich turystów, którzy wyruszyli na Tarnicę, Halicz lub Rozsypaniec 14.10.2018;

Fot. 2 - kilkuset turystów tłoczących się na szczycie Tarnicy 14.10.2018;

Fot. 3 (po prawej) - zakorkowane serpentyny na Przełęczy Wyżnej (Nad Berehami) 15.10.2018.

Pater i frater?

Jak tylko kruki dostrzegą orła zbliżającego się do padliny, przy której ucztują, rozpoczyna się wrzaskliwa zadyma. Z resztą już po chwili, nim i ja, czatując w ukryciu, spostrzegam przyczynę, wiem po tym kruczym rajcowaniu, kim jest ów powód. Bowiem tylko dorosły orzeł przedni może wywołać takie gwałtowne eksplozje kruczych emocji. Nagle pojawiające się na łące wilki czy niedźwiedzie nie zrobią na krukach większego wrażenia. Żadnej kruczej reakcji nie wywoła myszołów, czy nawet stado największych orlików. Bielik może z rzadka uczynić małą kołomyję, ale tylko, gdy pojawi się nagle, choć temu dość ociężałemu cyklopowi akurat raczej trudno zaskoczyć bystrych oficerów dyżurnych. Nadchodzący zaś intruz dwunożny powoduje, że kruki wpierw hałaśliwie oblatują szeroki rewir, a gdy ten natrafi na ich łup, znikają gdzieś w większości na długo. I choć żaden z łakomych padlinożerców nie jest mile widziany przy kruczym stole, to jednak tylko Ten Jeden, Najprzedniejszy z Przednich, Król Złotogrzywy, może wywołać szewską pasję kruków i wzbudzić ich prawdziwy respekt. W końcu to on właśnie potrafi czasem znienacka uszczuplić szeregi czarnego zakonu, by wzbogacić swoją codzienną dietę i przypomnieć o obowiązującej wśród Biesów hierarchii. Kruki jednak dobrze wiedzą, że dokuczliwym nękaniem złaknionego orła mogą pozbyć się poważnej konkurencji przy martwym jeleniu, ale i skutecznie zniechęcić swojego groźnego prześladowcę. Znają możliwości orłów, ale wierzą w tej fobii w swój stadny spryt i czasem podejmują ryzyko. Impulsywne natręctwo z reguły opłaca się, bowiem król uwielbia spokój i nawet, gdy jest bardzo głodny to w obawie o swój majestat, potrafi zrezygnować z posiłku "przygotowanego" przez wilki. Koniec końców jest przecież świetnym myśliwym. W bieszczadzkim łowisku pełnym potencjalnych ofiar poradzi sobie i bez takiej pozornej łatwizny.